piątek, 21 lipca 2017

Kinder Bueno Coconut

Cześć!
Jejku,jak dawno nie było takiej typowej,słodyczowej recenzji!Sama się dziwie,ale to raczej pozytywny aspekt.Zdecydowałam się na tę recenzję bo...sama nie wiem.Bo to nowość.Jeszcze niedostępna w Polsce.JESZCZE,mam nadzieję ;)

Bo oto przed Wami KOKOSOWE kinder bueno.Mój ulubiony kinderek w wersji KOKOSOWEJ.Dorwałam go w Serbii i od razu wzięłam dwie sztuki,jak nigdy.
 Opakowanie jest przejrzyste,od razu rzuca się w oczy swoim nachalnym ,,new,, oraz ,,coconut,,.W środku znajdują się dwa kruche ,białe paluszki.Bardzo kruche,co możecie zobaczyć na zdjęciu-jednemu ćwiarka odpadła :p
 Pachną one wyraźnie kokosowo i tłustawo,czyli smacznie.
Przeszłam do jedzenia-wafelek jest taki,jak się spodziewałam-kruchy i bezsmakowy,ale charakteru nadają mu dobre,chrupiące wiórki kokosa.Przez większość czasu miałam wrażenie,że są one prażone,były tak chrupiące ,a jednocześnie soczyste.
 Krem znajdujący się we ,,wnękach ,, nie był kokosowy,tylko orzechowy-tak jak w pozostałych wariantach Kinder Bueno.Tłusty,słodki...no nie spodziewałam się tu fajerwerków :p ani niczego kokosowego.Z resztą na opakowaniu są też orzechy laskowe,co sugerowało silnie,że krem będzie o tymże smaku.
 Nie zawiódł mnie,a spełnił oczekiwania.Całość dla niektórych na pewno za słodka,ale mi smakował.Moja miłość do Kinder Bueno jednak wygrywa :) Mogę Wam je naprawdę polecić :)
Ocena:6/6
gdzie kupiłam:sklep Idea w Serbii

No i jeszcze jedno....dzisiaj lecę .Znowu,także wiecie....lecę z przyjaciółką do Monachium.Tak .MONACHIUM.Do jej cioci.Na tydzień,wracam 30 LIPCA :) .Możecie się spodziewać relacji z podróży .Pozwiedzam,poćwiczę język..../ :D 
POSTY  BĘDĄ SIĘ POJAWIAĆ PRZEZ CAŁY CZAS REGULARNIE :)) a ja postaram się udzielać w wolnych chwilach ,gdy będę miała WIFI :)
Znalezione obrazy dla zapytania monachium

środa, 19 lipca 2017

Life bar Hazelnut-carob

Cześć!

Na dzisiejszy dzień przygotowałam ciekawą recenzję niedawno kupionego Lifebara :) Jak pamiętacie,jest z nimi u mnie różnie-jedne są super smacze(jak kokosowy) ,inne wspominam z lekkim obrzydzeniem.
Tego delikwenta rekomendowano mi wiele razy-czy słusznie? :)
Zacznę od ładnego ,pomarańczowo-brązowego opakowania.
Po otworzeniu go moim oczom ukazała się lepka i wilgotna bryłka o słodkim,wyraźnie karobowym zapachu.
W konsystencji był taki ,jak się spodziewałam-bardzo mięciutki ,rozpadający się pod zębami ,z rozmiękłymi orzechami (a raczej ich kawałkami ;)).Były one wyczuwalne podczas całej degustacji dając batonowi takiego ,,Monte,, posmaku,serio! :D Bardzo mnie to zadziwiło ,a jednocześnie ucieszyło :)
 Gdy do tego doszedł karob miałam naprawdę jeszcze większe wrażenie,jakbym jadła zdrowszy batonik Monte :o
Widoczne gołym okiem połówki orzechów laskowych stały się nagle(tak ,tak nagle :/)  bardziej chrupiące i twarde oraz zaczęły ,,oddawać,, swoją tłustość.I to pewnie ta tłustość sprawiała,że batonik lepił mi się do palców.
Albo to wilgotne daktyle zabrudziły mi cały ekran telefonu jak pisałam w notatniku recenzję :p Niemniej jednak podsumuję go tak-malutki,milutki baton  a'la Monte,któremu nie mam wiele do zarzucenia :) Smakuje bardzo dobrze,ale nie powalił mnie na kolana ,więc mogę mu przyznać:
Ocena:5/6
gdzie kupiłam:Eko sklepik w Lublinie
cena:6,70 zł

poniedziałek, 17 lipca 2017

Wakacje w Bułgarii 2018

Cześć wszystkim!
Wracam po długiej nieobecności(dla mnie nieobecności,wy tego mam nadzieję nie doświadczyliście ;)).Póki mam świeżą i wypoczętą głowę z chęcią zdam Wam relację po tej podróży.

Dla zainteresowanych jeszcze wstawiam link do zeszłorocznej Bułgarii :)

Od razy też mówię,że nie będzie to jakiś długi post-przez większość czasu,czyli pobytu w samej Bułgarii nie robiłam nic innego oprócz odpoczywania i relaksacji :)


Żeby ułatwić sobie podróż i nie jechać na wariata przez 2 dni(tak,jechałam samochodem)zdecydowaliśmy się rozłożyć trasę i zostać na jeden dzień w stolicy Serbii-Belgradzie.Byłam już w nim podczas długiej podróży po całych Bałkanach,jednak nie pamiętałam stamtąd zbyt wiele.

 Ale gdy weszłam już na mury obronne Kalemegdan,gdzie rzeka Sawa uchodzi do Dunaju,momentalnie przypomniałam sobie ten śliczny widok.Nie wiem czy wiecie,ale te mury były twierdzą obronną jeszcze w 1999,(tak niedawno!) gdy Serbia była ostrzeliwana przez NATO.





 Po Belgradzie naprawdę można sobie pochodzić.Cała twierdza właśnie Kalemegdam ,a obok główne ,,Krakowskie Przedmieście ,, otoczone ładnymi ,starymi kamienicami poplątanymi z wysokimi wieżowcami.
 Następnego dnia wyruszyliśmy rano jadąc do Świętego Własu-miejscowości oddalonej o 6 kilometrów od Słonecznego Brzegu.I była to jedna z lepszych decyzji,bowiem nie było dużo ludzi a plażę dzieliliśmy praktycznie tylko z hotelem obok.Naprawdę nie odczuwało się tego oddalenia od ,,jednej wielkiej imprezy,,,jaką jest Słoneczny Brzeg. Zawsze można było tam  podjechać autobusem czy samochodem(ale zrobiliśmy to tylko raz,więcej nie było potrzeby ;))
Co do kupionych przekąsek-te kupiłam na stacji benzynowej jak tylko przekroczyliśmy granicę bułgarską-naprawdę fajne tam są rzeczy,te ciastka i Roo'bary pamiętam jeszcze z poprzedniego roku.



 Ok,dojechaliśmy do naszego hotelu.I co ? I tak jak mówiłam,ciężko będzie mi opisać każdy dzień z osobna,bowiem każdy wyglądał podobnie.Postawiłam na kompletną regenerację i duszy i  ciała,a mój rozkład dnia wyglądał mniej więcej tak :
!)śniadanie
2)basen/plaża
3)lunch
4)odpoczynek w pokoju-czytanie książek,obejrzenie filmu
5)basen/plaża/spacer po okolicy
6)kolacja
7)wieczorne show z animatorami,którzy byli wyjątkowo fajni :)/spacer po okolicy
 Chyba tam mogę opisać najlepiej co robiłam-błogie lenistwo brzuchem do góry XD
Ale przydała mi się taka chwila regeneracji po ciężkim roku szkolnym .No i ciągle mam z tyłu głowy,że zaraz zaczynam nową.Prywatną,będę się więc musiała wziąć ostro do roboty....

 Widoczki z naszego tarasu :)

 Tak,to też widoczek z tarasu ;)
A tutaj na molo kończącymi naszą plażę :)
 Co do jedzenia,naprawdę nie mogłam narzekać-all inclusive  :) Był duży wybór warzyw ,owoców..wszystkiego generalnie :) Tutaj możecie zobaczyć kilka moich posiłków jedzonych w części na dworze z widokiem na morze ;)



 
 Z tego co kupiłam już w samym Świętym Własie-Starbucksowe cappucino,mój ulubiony sklepowy napój ze Starbucksa :)
 Daktyle świeże,które nie kosztowały dużo,coś koło 9 zł za takie opakowanie :)
 Chała dla diabetyków,czyli bez cukru-brzmi ciekawie :)
 Chałwa pistacjowa już z cukrem(ale dobra,nie zbyt słodka :D)
 Typowe bułgarskie wafelki z kremem różanym :)
 W drodze powrotnej przy ulicy towarzyszyły nam kozy :)
 Ale to jeszcze nie koniec wycieczki!Zrobiliśmy dokładnie tak jak w drodze DO-zatrzymaliśmy się na jeden dzień w kolejnym serbskim mieście-Nowym Sadzie.
I jeżeli mam być szczera,ten o wiele bardziej mi się podobał od Belgradu.Na zwiedzanie trzeba poświęcić więcej czasu i jest poprostu ciekawszy :) Taki nasz polski Zamość,serio!Kolorowe,odrestaurowane kamieniczki,park,rzeka ,forteca...naprawdę śliczne miejsce ,warto pojechać i zobaczyć :)





 Na lunch jadłam pizzę(podebrałam poprostu reszcie rodziny :P) i dobrą sałatkę z kapusty,buraczków,marchewki,pestek dyni i słonecznika,nerkowców w sosie białym winegret,czy jakoś tak :) Ale była mniam
 Kupiłam  też w sklepie hummus z grzybami Shitake za 2 zł!Ale był naprawdę dobry i skład też niczego więc.... :)
 No i coś,co mnie poprostu zwaliło z nóg-kokosowe Kinder Buedno!Wiecie,że to moja ulubiona rzecz z Kindera,a jeszcze kokosowa!Myślałam,że będę mogła ją dorwać dopiero za tydzień w Monachium(uppps,wydało się gdzie zaraz lecę ;)) ale kupiłam je już tutaj.
 No i nie mogłam wytrzymać i spróbowałam-przepyszne!Czekam aż będzie w Polsce :D
Wróciłam w piątek późnym wieczorem,a już na sobotę raniutko miałam umówionego fryzjera XD(a raczej miałyśmy,bo zawsze jeździmy poza Lublin we trzy-ja ,mama i babcia).Ale to już tak tylko dla ciekawostki,że nie mogłam się wyspać XD



No i to tyle! :D Mam nadzieję,że relacja się Wam spodobała :) W środę możecie się spodziewać już recenzji :)