poniedziałek, 30 stycznia 2017

Ulubieńcy stycznia 2017

Styczeń jakże szybko zbliża się ku końcowi,a mi nie pozostaje nic innego jak podsumować ten miesiąc ulubieńcami :)

Muzyka
Zapewne nie zdziwi Was  czyja ;)
No ale nic nie poradzę,że tak bardzo lubię jego piosenki....
Alvaro Soler-Animal :D

Drugą piosenką będzie ...Ed Sheeran i Shape of you :D

Wydarzenia
Z ostatniego miesiąca mam 2 :D
Pierwszym będzie...mój wyjazd do Barcelony,(jakże by inaczej! :D) ,z którego relację możecie przeczytać tutaj
 A kolejnym wyjazd jednodniowy do Warszawy na spotkanie z Alvaro :D ,z którego zdjęciami zamęczyłam Was chwilę po tym jak wróciłam do domu :D


Żarcie :D
Jednym z moich ulubieńców stycznia jest...wędzone tofu :D Co prawda najczęściej jadłam to z Lidla,ale jego zdjęcia nie mam ;)
Znalezione obrazy dla zapytania tofu wędzone
Kolejną rzeczą,a może raczej rzeczami,są batony od Legal Cakes i w ogóle moja wizyta w tej kawiarni :) Co prawda nie było jeszcze receznji pozostałych batonów,alee ;) 
Znalezione obrazy dla zapytania legal cakes batony

Bataty,które akurat dorwałam w promocji i upiekłam :D
Znalezione obrazy dla zapytania bataty
Frytki z marchewki,których niedawno małą porcję upiekłam(zdjęcie z Google grafiki XD)
Znalezione obrazy dla zapytania frytki z marchewki pieczone

I śniadaniowy ulubieniec-jaglanka z prażonym jabłkiem i cynamonem na mleku ryżowym :)
Memy 
Które ostatnio znalazłam na Facebooku :D


I to tyle na dzisiaj :D Dziękuję ,że byliście ze mną przez cały ten miesiąc i mam nadzieję,że przez kolejne również będziecie :D


A nie,jeszcze 2 rzeczy!
Mam nadzieję,że pamiętacie spółkę Naturalnie Lokalnie?Jak nie,to wstydźcie się i koniecznie się poprawcie!Jeżeli obserwujecie ich profil na Facebooku,to na pewno słyszeliście o tych akcjach,ale ja jeszcze Wam przypomnę :D
Pierwsza  ciekawa akcja,która trwa aż do odwołania :)
,, 10zł RABATU DLA KAŻDEGO, kto poleca nasze produkty.
Poleć nasze produkty sąsiadom, rodzinie, znajomym i odbieraj zniżki na swoje zamówienia!

To proste! :) Opowiedz o nas i naszych produktach znajomej osobie. Gdy ta osoba złoży u nas zamówienie*, Ty otrzymasz 10zł zniżki na swój zakup**. I tak za każdą osobę, której polecisz spróbowanie naszych pyszności.
*zamówenie na kwotę min. 49zł
**zakup na kwotę. min. 49zł ''

A druga akcja to ,na pewno znana  Wam już ,gra wyzwania-tym razem w szczytnym celu ;)
Zbieramy 2000 like'ów i 1000 komentarzy pod postem ze screenem wyzwania. Gdy damy radę,Naturalnie Lokalnie wspomoże ośrodek dla dzieci i młodzieży ,,Przystań,,  różnymi potrzebnymi artykułami społecznymi.Naprawdę warto dołożyć swoją cegiełkę i wspomóc tę akcję <33 Ja już  z góry Wam dziękuję <3

piątek, 27 stycznia 2017

Legal Cakes-baton bezglutenowy Karmelowy

Cześć!
Jak to,ferie się już skończyły prawie?
Kurczę,jak szybko to minęło....

Na pocieszenie swoje i Wasze przychodzę dzisiaj do Was z recenzją kolejnego kupionego przeze mne batona od Legal Cakes-tym razem twixopodobnego ,,Karmelowego,,
 Zacznę od naprawdę świetnego składu i całkiem małej wartości kalorycznej,jak na takie składniki tak pokaźny baton :)
 Już kolejny baton od Legal Cakes sprawiał mi problem przy wyjmowaniu i pobrudził wszystkie palce.
No,ciekawe czy będzie smakował jak Twix....
Pachnie mocno kakaowo-czekoladowo,wyczułam też jakby nienachalną nutkę kawy i słoności masła orzchowego.
Zaczęłam delikfenta dzielić na części-cienka warstwa gorzkiej,głębokiej kakaowej czekolady była bardzo smaczna.
 ,,Karmel,, pod nią był lekko słodki,ale po chwili stawał się bardzo masłoorzechowy,gęsty i pyszny....wybaczam mu lepkość XD
Ciasto natomiast było mięciutkie,z wyczuwalnymi kawałeczkami orzeszków pod zębami.Było też leciutko słodkie.To taki bardzo suchy,za suchy trochę,biszkopt.
 Całość razem bardzo dobrze współgra i jest smaczna,jednak za suchość biszkoptu nie mogę dać mu maxa punktów.Zawiodłam się też trochę na nim,bo myślałam,że dostanę kruche ciastko imitujące to z Twix'a.No nic ;)

 Ocena:5-/6
gdzie kupiłam:Legal Cakes
cena:coś koło 8 zł 






środa, 25 stycznia 2017

ZmianyZmiany-Farmer ,Pikantny pomidor

Cześć!
Dzisiaj mam dla Was recenzję kolejnej nowości od ZmianZmian-baton ,,pikantny pomidor,,.
Nie ukrywam,że bardzo mnie ciekawił.Czytałam jego recenzję u Ani z Naturalnej Kuchni Wegetariańskiej i byłam ciekawa,czy pomidorowa przekąska przypadnie mi do gustu :)
Zapraszam!

 Opakowanie dzisiejszego delikwenta bardzo mi się podoba-od jakiegoś czasu zaczęłam lubić czerwony :)  Widać na nim szkice ładnych pomidorów :D
Po otworzeniu zauważyłam,że baton jest twardy,o ziarnistej konsystencji.
 Dla ciekawych,daję tutaj jeszcze fotkę składu i wartości odżywczych :)
Pikanty pomidor pachniał wyraźnie pomidorowo(wow,nie spodziewałam się tego XD) ,wędzenie i kechupowo.Ja bardzo nie lubię kechupu,ale nie chciałam się zrażać ;)
Pierwsze co zarejestrowałam w smaku to...pikantność,która nasiliła się po połknięciu kawałka.
Wyczułam też suszone pomidory i błąkające się gdzieś pod zębami pestki słonecznika.
Po dłuższej chwili uwolnił się też smak słodkawych,suszonych śliwek.
 Całość bardzo skojarzyła mi się z pizzą,a oregano idealnie to podkręciło.
Zauważyłam też pestki dyni,ale cebuli i konopii,które również były w składzie,już nie.Ale na pewno podniosły one walory odżywcze :D
 Bardzo dziwny i zarazem ciekawy twór.
Nie bardzo pikantny,ale jednak trochę(nie lubię pikantności,ale tutaj nie przekroczyła ona mojej cienkiej granicy ;))
Dodałabym do niego więcej słodyczy,która bardzo dobrze się by komponowała,np.malin :D
Ocena:5/6
gdzie kupić:sprawdźcie na stronie ZmianyZmiany(link :D)

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Legal Cakes-baton Szyszka

Ja cię nie kręcę! ;o 
Czuję jakbym wygrała życie XD 

Piątek w Warszawie to była chyba najlepsza decyzja jaką podjęłam w życiu....nie tylko z powodu faktu,że poszłam do Legal Cakes i kupiłam wszystkie smaki batonów,jakich od nich nie jadłam(czyli łącznie 7 i wydałam majątek XD) ,to jeszcze spełniło się moje marzenie....

Na spotkaniu poznałam tyle fajnych ludzi(których pozdrawiam jakby to czytali ;**) ,ta atmosfera....

Nie obrazicie się,jak wrzucę kilka zdjęć ze spotkania z Alvaro Soler'em i Moniką Lewczuk? *.* 

Byłam tak czerwona z emocji,gardło mi się prawie zacisnęło na supeł...ale przytuliłam go,hihi :D








No dobrze,to pora teraz na głowny temat naszego dzisiejszego posta-recenzja pierwszego batona,jaki kupiłam w Legal Cakes.Kupiłam,bowiem nie nawiązałam żadnej współpracy i jest to stuprocentowo niezależna od niczego recenzja XD
 Na pierwszy ogień poszła ,,Szyszka,,.Jestem jeszcze z tego pokolenia,które szyszki dobrze pamięta z brudnego,szkolnego sklepiku .Uwielbiałam te słodkie,kruche twory z preparowanego ryżu XD
 Zacznijmy od bardzo ładnego opakowania i równie ładnego,zdrowego składu.
Po otworzeniu było mi ciężko wyjąć Szyszkę z opakowania,bo baton ten jest naprawdę wilgotny.
 Na blacie kuchennym zostawia mokre ślady(co  możecie zauważyć na zdjęciu powyżej) i lepi się do noża(czego już nie możecie zauważyć XD)
Pachnie wyraźnie czekoladowo i słodko,a przy tym i bananowo,niczym moje ostatnie fasolowe brownie.
 Mięciutka,słodka,lekko karmelowa...ale już po chwili czuć kakao.
Nie jest to słodycz do takiego typowego gryzienia,bardziej do rozpuszczania w buzi.
Jego słodkość jest przyjemna-niemocna i nienachalna.
Baton ten naprawdę przypomina mi jakieś miękkie ciasto czekoladowe z jakąś równie miękką wkładką(ekspandowana kasza jaglana XD) 
 Bardzo smaczny,aczkolwiek nie złapał mojego serca czymś szczególnym.Brakuje mi tu troszkę chrupkości prawdziwej szyszki i do tego jeszcze jakiegoś suszonego owocu,bo całość jest bardzo miękka.Poza tym,nie mam dużych zarzutów i nie żałuję,że go spróbowałam.
Ocena:5/6
gdzie kupiłam:w kawiarni Legal Cakes
cena:coś koło 8 zł,chyba 7,50 zł

czwartek, 19 stycznia 2017

Z księżniczki w turystkę-Barcelona

Cześć kochani!
Wracam do Was z resztką ciepłego,hiszpańskiego słońca,radością i głową pełną pięknych wspomnień!
Dzisiaj przygotujcie się na długi wpis z dużą ilością zdjęć-postanowiłam nie dzielić tego na 2 części ;) Z góry uprzedzam,że te zdjęcia to pamiątka rodzinna i nie odpowiadam za dziwne pozy i pedofilskie uśmieszki,jakie mogą pojawić się na zdjęciach ze mną XD 

I tak jeszcze ciutkę odbiegając od tematu-dzisiaj jadę do Warszawy na jeden dzień ;) W Empiku będzie spotkanie z Alvaro Soler'em i Moniką Lewczuk :D Nie mogę się doczekać,aż posłucham ,,Libre ,, na żywo :D


I jeszcze jedna drobna uwaga przed przeczytaniem-niektóre zdjęcia zrobione są w dość wkurzającej opcji ,,live,, czyli się ruszają(to te jakby ,,filmiki,,)Zanim się ogarnęłam,jak się tą funkcję wyłącza,byłam już w połowie wyjazdu XD Ale klikając na nie,możecie zobaczyć jak się ruszają :D


Zapraszam na relację z podróży do Barcelony :D
Ups,wydało się gdzie mieszkam....XD
Lot miałyśmy z Warszawy,o 10.20 na lotnisko Barcelona El Prat.Przebiegł on bez większych problemów,za to jakie były widoki *.* Leciałam już kilka razy samolotem,ale nigdy w tak słoneczną pogodę :D Lecieć nad białymi chmurami i siedzieć przy oknie to naprawdę niezapomniane przeżycie :D

 Góry....
 I morze.....konkretnie francuskie Lazurowe Wybrzeże;)
 Po odebraniu bagaży i wyjścia z lotniska,metrem przeniosłyśmy się do centrum Barcelony.Ale uwaga!Strasznie kradną!Naprawdę,trzeba mocno pilnować swoich rzeczy! Już w samolocie poznałyśmy grupkę Polaków,który jechali też z nami metrem.Po wyjściu na przystanek  jeden z nich nie miał już portfela....eh,a jeszcze w środku,w metrze,widziałam jak go wyjmował.... no ale nie było w nim dużo pieniędzy,więc problemu dużego nie było .Jest to jednak dla nas duża nauczka,że trzeba bardzo uważać,pilnować swoich rzeczy i pieniędzy(polecam takie ,,saszetki,, na szyję,które się wkłada pod bluzkę-stamtąd nikt nic nie ukradnie ;))
 Po wyjściu z metra moim oczom ukazała się PRZEOGROMNA,PRZEŚLICZNA katerda autorstwa Antonio Gaudiego -La Sagrada Familia.Nawet nie wiecie,jak bardzo się cieszyłam,że mam noclegi koło niej *.*
 Musicie przygotować się,że będzie tutaj dużo jej zdjęć,bopraktycznie za każdym razem cykałam jej fotki :D Najpiekniejszy budynek jaki widziałam EVER!


 A tu to takie selfie....chyba ciutkę nieudane :P

 Dzień 2
Następnego dnia udałyśmy się pieszo do Parku Guell(praktycznie całą Barcelonę obeszłyśmy pieszo :D) Po drodze minęłyśmy również przepiękny....no,zgadnijcie co to jest!Szpital! Kurczę,Barcelona ma tak piękne szpitale,że aż chyba chciałabym takim jakimś przypadkiem trafić XD
 Po drodze zauważyłyśmy też dużą grupkę kilkudziesięcioletnich Hiszpanów,którzy grali w bule :D
 Po około godzinie ciężkiej drogi pod stromą górę ,naszym oczom ukazał się egzotyczny park z piękną panoramą całej Barcelony aż po morze :D Nie mogłam wprost uwierzyć,że rosną sobie tutaj spokojnie palmy :o




 A tutaj kolejne selfie.....

 Na pewno kojarzycie tę Gaudiowską jaszczurkę!A jak nie to....wyguglujcie sobie ,,park guell,, i się doedukujcie  :D
Nawet nie wiecie,jak cięzko było mi sobie zrobić to selfie!Kupa ludzi,każdy się przepycha i chce tu zdjęcie!No i jeszcze poranne słońce nie współpracowało ze mną,bo świeciło prosto w twarz!
 Ta chatka prawie jak z piernika i wieżyczka....polecam całym sercem!!!!

 To zdjęcie z perspektywy ,,od wejścia,, :D Na tych kolumnach jest kolejne piętro,z najdłuższą ławką świata :D

 Lol,kolejne selfie? ;o

Gdy odpoczywałyśmy siedząc na najdłuższej ławce świata ,zaczęły przylatywać....czy mnie wzrok nie myli?Nie!To zielone papugi!Mieszkają na palmach i to one codziennie tak nietypowo skrzeczą!
 Po długiej i baardzo przyjemnej wizycie w parku zawitałyśmy do marketu :D Ile tam było świetnych rzeczy!Nawet lody Ben&Jerry's ,które poprostu ubóstwiam!
Skusiłam się też na kawałek tortu lodowego oreo,który był naprawdę pyszny!(również polecam XD) ale odczekajcie chwilę,aż zmięknie,bo tak prosto z lodówki to jest mega twardy XD
 Naj....dziwniejszy widok jaki ostatnio widziałam :/ Biedne krewetki...
 Potem szłyśmy do Placu Catalonya,a droga z Parku do najkrótszych nie należała :D Za to w jej czasie podziwiałam katalońską architekturę ,sklepy,ludzi i....ludzikowe pierniczki :D



 Aż doszłyśmy do jednej z głównej ulic pełnej ludzi i drogich,eleganckich butików typu Prada,Chanel itp.Zobaczyłam tam kolejne dzieła Gaudiego-Casa Mila....




 .....i Casa Batllo.Co prawda wyobrażałam go sobie jako trochę większą kamienicę,ale się nie zawiodłam :D
 Potem nogi i głód poniosły nas do typowo hiszpańskiej,małej knajkpi,która była bardzo na uboczu.Na początku nie było w niej nikogo-ale gdy zaczął się mecz FC Barcelona-Las Palmas,a knajpka ją transmitowała ,nagle zaczęli pzychodzić ludzie,widać było,że to stali klienci-tylko Katalończycy ;) Mogłyśmy tam poczuć ten prawdziwy klimat,posłuchać  języka i przeżyć wygraną FC Barcelony w gronie jej fanów <33 Polecam Wam szukanie knajpek na uboczu,daleko od centrum,gdzie ceny są małe,jedzenie domowe i pyszne,a miejsce klimatyczne :D

Następnie udałyśmy się na Plac Espanya w celu obejrzenia pokazu grających fontann-niestety akurat co roku,od  9 stycznia do któregośtam marca,fontanny są zamknięte na renowacje :( Nie pozostawało nam nic innego,jak rozejrzeć się po okolicy.Nie pożałowałyśmy,bo dwa kroki dalej czekało na nas....muzeum narodowe!Przepiękne!
 A to co widzicie na zdjęciu wyżej,to cenrtum handlowe :D

 Dzień 3.
Rano,na 9,00 miałyśmy zarezerowane zwiedzanie katerdy La Sagrady Familii.Oprócz tego,że  było dużo Japończyków i mogłam posłuchać sobie mojego prawie ojczystego języka(rozumiałam ich! :D) to jeszcze zobaczyłam coś pięknego...naprawdę,katerda od wnętrza również robi wrażenie!Może nie aż takie jak na zewnątrz,ale te witraże,sklepienia...ach,musicie to zobaczyć na własne oczy!









 To jest konfesjonał....
 A to ksiądz,który prowadzi mszę w podziemiach katerdy ;)


 Po wyjściu udałyśmy się do małego parku po drugiej stronie ulicy od Sagrady,żeby zrobić sobie ładne zdjęcia.Tym razem to starsze panie grały w bule....:)


 Potem,na piechotę,jak zawsze,udałyśmy się do najsłynniejszej ulicy Barcelony-La Rambla :) Na samym jej końcu,przy wybrzeżu Barceloneccie i placu z kolumną Kolumba,były takie oto żywe stworki :)
 To jest kolumna Kolumba....
 A to mała część alei palm przy morzu :D
 I port :D Nie wiem czy widzicie,ale za nim jest ogromny,długi most prowadzący do centrum handlowego na wodzie i do oceanarium.Oczywiście weszłyśmy do sklepów,a oceanarium okrążyłyśmy  :D
 Następnie z wybrzeża udałyśmy się do Starego Miasta(centrum Barcelony jest ogromne! ;o) .Przeszłyśmy m.in.koło muzeum Picassa i zatrzymałyśmy się przy przecudnej ,kolejnej już,katedrze :D

 Dzień 4.
Rano znowu wróciłyśmy na La Ramblę,tym razem bo ja poprosiłam :) Chciałam bardzo pójśc na słynny targ La Boqueria,który dzień wcześniej( w niedzielę) był zamknięty.Nie zawiodłam się! Tyle świeżych,słodkich i soczystych owoców,soków ,koktajli,słodyczy...
 ...owoce moża też się trafiły ;p

 Kupiłam sobie małe opakowanie świeżego mango-było takie słodkie,soczyste i świeże....w ogóle Olu,miałaś rację ,że owoce tutaj są lepsze!Pomarańcze są bardzo soczyste,a kiwi bardzo słodkie! :D No i to mango i pitahaja....
 A tutaj jeszcze takie zabłąkane zdjęcie łuku triumfalnego :D
 I....co?to ja?Robiąca sobie selfie?!!A no tak,był taki moment XD
 A tutaj jeszcze jedno zdjęcie z ulicy La Ramba...
I selfies...
 No dobra,pora na konkrety!Po wizycie na targ pojechałyśmy metrem(tak,metrem,pierwszy raz nie pieszo :D) na.....UWAGA!UWAGA! Camp Nou!! Jak nie wiecie co to,to hańba Wam ;p
Camp Nou to przecież stadion FC Barcelony! Nikola,pozdrawiam Cię przy okazji,bratnia duszo :**

Po wyjściu z metra....myśłałam już że nic mnie tu nie zdziwi.Palamy ok,całe aleje palm...ok.Ale Aleje drzewek mandarynkowych?!!W środku zimy?! Nie no,ja chyba poleciałam do Afryki,a nie do Hiszpanii! XD
 Tutaj kilka zdjęć już ze stadionu...


 Moje ulubione zdjęcie...






 Sala konferencyjna...
 Przy wejściu na murawę była też kapliczka.... nie wiem,czy widzicie,ale Maryja w jednej ręce trzyma Jezuska,w drugiej piłkę....a Jezusek też trzyma piłkę... :)


 Wiecie jakie te fotele zawodników rezerwowych są wygodne?! Nie chce się aż z nich schodzić!
No a po intensywnym zwiedzaniu....czas na doładowanie kalorii w postaci Dunkin'ów!Drugi raz byłam w Dunkin Donuts(pierwsz raz w Berlinie) i naprawdę polecam! Tak tak,niezdrowe,cukier,tłuszcz,chemia...ale raz na jakiś czas można!Szczególnie na wyjeżdzie,jak nie ma się dostępu ani do kuchni,a w restauracjach codziennie przecież się stołować nie można ;p
Dzień 5
Czyli dzień wylotu :( Ale miałyśmy go dopiero o 16.30,więc na spokojnie przedpołudnie spędziłyśmy w towarzystwie mojej ulubionej Sagrady Familii :D Pod spodem macie kilka zdjęć z tego dnia :D
 ]I  tutaj jeszcze kilka zdjęć ze SnapStory ,ze znaczkami Barcelony :D


 Sagrada z trochę innej perspektywy...
 I zdjęcie w nowej bluzie,którą kupiłam sobie na stadionie :D Oprócz tego kupiłam jeszcze oficjalną ,miętową PRZEŚLICZNĄ sportową koszulkę,w której teraz Barca będzie grała w Champions League :D
 A w samolocie....przemieniłam się naprawdę w Elsę! :D
 No dobrze,już prawie koniec,obiecuję!Pokażę Wam jeszcze jedną ciekawą rzecz,a mianowicie trochę jedzenia z Supermarketu,które udało mi się upolować i spróbować :D

W końcu spróbowałam ciasteczek Chips Ahoy-zdecydowanie polecam,są zupełnie inne iż te Milkowe i Pieguski :D
 Oraz moje tamtejsze odkrycie..wafle ryżowe w bezcukrowych polewach(oprócz tych czekoladowych ;)) bananowa,malinowa,pomrańczowa....przepyszne!.


 Plantan,czyli taki inny rodzaj banana :) Myślałam ,że jest ok,ale w środku okazał się mega twardy i kompletnie niedojrzały....nie popełniajcie mojego błedu i kupćie takiego mega brązowego,jak chcecie go spróbować :D
A to również przepyszne,hiszpańskie czekolady-masywne,pyszne-idealne na prezent!

 No i migdałowa Milka-bez szału ,ale chciałam spróbować XD
Byłam już na wieeelu wyjazdach,ale jeszcze nigdzie mi się nie podobało tak,jak w Barcelonie *.* Naprawdę,wracałam do Polski z bólem serca.Tyle pięknych miejsc,ta pogoda,kilmat....
Nie zapomnę tej wycieczki i na pewno do Barcelony jeszcze wrócę,zobaczycie!!!


Dziękuję Wam,że wytrwaliście do końca w tym długim,dość chaotycznym poście.Widzimy się już w poniedziałek przy recenzji!