poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Z księżniczki w turystkę-Monachium i Włochy cz.2

Cześć!
Zgodnie z obietnicą dzisiaj kolejna część wyjazdu,teraz skupimy się na Włoszech :)
Bez zbędnego przedłużania zacznę może opowiadać :)

Dzień 4.
Z rana spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w stronę Włoch.Jak wiecie,Monachium jest na skrajnym południu Niemiec,więc trasa do Italii nie była zbyt długa.
Pierwszym naszym podróżniczym celem była Wenecja.Tak,byłam tam w maju,ale nie miałam jakiegoś problemu,żeby tam wrócić jeszcze raz ;) Wszystko mi się tam podobało,nie uważam ,żeby to było przereklamowane miasto.
Jedyne,czego wtedy żałowałam to to,że tak pędzliliśmy z jednego miejsca na drugie,a potem musieliśmy jeszcze iść w skwarze przez całe miasto i poza,aż doszliśmy do autokaru na lądzie(przewodnik Partyś lubił nas męczyć-pozdrawiam cię Konrad XD)
No,przynajmniej teraz miałam pełne dwa dni,żeby poczuć klimat tego miasta.
Ciasne uliczki,kanały wodne,śpiewający gondolierzy i masa skośnookich fotopstrykaczy naprawdę wpała mi w gust.To miasto,którego klimatu nie da się skopiować.Tutaj każdy budyneczek jest stary,każdy inaczej obdrapany lub wyremontowany.
Tutaj mieszkają też normalni,starsi ludzie lubiący sobie wywiesić prawie lub pogadać z sąsiadką z naprzeciwka przez kanał :)









Po jakiś czasie doszliśmy do słynnego mostu Rialto.Jest on najładniejszy wieczorem,kiedy jeszcze słońce nie do końca zajdzie,a on już jest oświetlony :)


 Potem do Bazyliki św.Marka...o dziwo,było mało ludzi!
 Dzień 5.
Czyli drugi we Włoszech.
Tego dnia mieliśmy zaplanowane kupić dzienny bilet na wodną komunikację miejską,w tym na sąsiednie wyspy.
 Ta,na którą popłynęliśmy nazywa się Burano i jest oddalona o 7 km od centrum Wenecji.
Na razie powiem Wam tylko tyle,że zdecydowanie warto się tam wybrać,oj warto!No,a przy okazji ja spełniłam swoje marzenie,bo bardzo chciałam tam pojechać :)
 Tak jak pisałam już ostatnio,na środę przygotuję specjalny tekst  o tej wyspie :)
 No ale dobra,wróćmy już do samej Wenecji.Zwiedzanie Burano zabrało nam jakieś 7-8 godzin(wolno chodziliśmy,dużo zdjęć.... ;))Ale na wieczór zaplanowaliśmy sobie jeszcze ,,rejs,, po kanale La Grande i dookoła Wenecji...
 Niestety koło 18.złapała nas burza.Ale to jaka!Czarna połać niekończących się chmur ,tworzących idealną linię!Były tak gęste i czarne,że normalnie czułam się jak w jakimś horrorze!Tylko czekałam aż z tych chmur wylecą jakieś demony i zaczną atakować ludzi XD

 Gdy już nieźle lunęło,schroniliśmy się pod pałacem Dożów.Tam czekaliśmy sobie z dobrą godzinę,aż deszcz do końca minie.

 A gdy już minął,udaliśmy się pieszo w stronę mostu Rialto.Idąc głownymi ulicami natkęliśmy się na Disney Store-no grzech nie wejść!I nie kupić cudnej lalki Elsy.Z Londynu mam już Stitcha,z Berlina Minionka to teraz będzie Elsa z Włoch :)
 Przy Rialto wsiedliśmy w stateczek i popłynęliśmy głównym kanałem podziwiając widoki :)



 Gdy zaczęło się już ściemniać wzieliśmy stateczek powrotny na Rialto -na tym zdjęciu możecie właśnie zobaczyć jak ładnie to wygląda,gdy niebo nie jest jeszcze do końca ciemne,a most jest ładnie oświetlony.
 Dzień 6.

Tego dnia wstaliśmy rano i pojechaliśmy do Werony-to bardzo blisko od Wenecji ,około 1,5 godziny.
 Muszę przyznać,że to miasto również zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie.Tu od początku czuć taką....beztroskę,ten czas płynie powoli a człowiek się relaksuje.Wszystkie uliczki są takie urocze,klimatyczne....wcale się nie dziwię,że Szekspir obrał sobie Weronę za miejsce akcji ,,Romea i Julii,, :)
Nie wiem czy wiecie,ale w Weronie również znajduje się kolosuem-drugie co do wielkości po Rzymie :)
 Werona to też wspaniałe miejsce na zakupy!Naprawdę,jest tu tyle sklepów,sklepików....

 A tutaj już słynny dom z balkonem Julii.od razu mówię,to nie ten balkon,ale przy nim odbywały się przedstawienia.Dlatego ludzie obrali sobie to właśnie miejsce za symbol miłości.

 Na dziedzińcu znajduje się też skrytka pocztowa Julii-ludzie piszą do niej listy w jakimś języku,dają swój adres,a Julia odpisuje im :)

 Tutaj mamy najstarszy budynek w Weronie,znajdujący się na głównym placu.





 Ja kupiłam sobie między innymi tę niebieską sukienkę-taką samą,jak miałam czerwoną w zamku Neuschwanstein.Ale jest jeden haczyk-tamtą pożyczyłam od mamy,ta jest moja :)






 A tutaj zrobiłam zdjęcie katedrze Werońskiej,do której warto wejść-o ile ja nie jestem fanką zwiedzania kościołów,tak tutaj naprawdę mi się podobało.Świątynia jest duża,złożona z kilku mniejszych kościółków i jednego głównego,katedralnego.

 Potem wybraliśmy się na spacer wdłuż rzeki-szliśmy aż do mostu,z którego ładnie było widać ceglaną twierdzę.Nas jednak nie korciło,żeby wchodzić do środka ;)
 Zamiast tego zeszliśmy w boczną uliczkę i trafiliśmy do świetnej cukierni,w której sprzedawali marcepanowe Minionki! :D


 Wieczorem wybraliśmy się do miejsca polecanego przez Trip Advisor,sprawdzonego przez ciocię mojej przyjaciółki-restauracja Santa Felicita,która znajduje się w....starym kościele!Serio! :D


 A wiecie jakie mają pyszne jedzenie??Chyba nigdy nie jadłam czegoś tak dobrego! Perfekcyjna bruschetta,rozplwające się w ustach gnocchi z sosem serowym oraz wywarzona,kwaskowata panna cotta były naprawdę mistrzowskie!W ogóle ,każda rzecz jaką zamówiło którekolwiek z nas była naprawdę popisowa!


 Dzień 7.

No musiałam zrobić zdjęcie żółwiowi z chleba w naszym hotelu :)
 To był już nasz ostatni dzień we Włoszech,a mieliśmy zaplanowany wypad do Simirione-malowniczej miejscowości położonej nad jeziorem Garda.Ba,miejscowości-to taki długi cypel dochodzący głęboko w jezioro.
 Simirione to też bardzo popularna baza wypadowa wśród Niemców-nie zdziwcie się więc,jak co drugi człowiek będzie gadał po niemiecku;)

 Wchodząc do zamku,widocznego na górnym zdjęciu,koniecznie wejdźcie na samą górę i podziwiajcie widoki z każdej strony <3


 O,tutaj możecie zobaczyć,że Simirione to właśnie taki cypelek na jeziorze :)

 Po zamku i po plaży wybraliśmy się na lody polecane przez ciocię mojej przyjaciółki-są tam gałki większe niż w lubelskim Bosko i pyszniejsze :) Szczególnie pistacjowa :D
 To,co też jest ciekawe to to,że w Simirione jest jakiś ,,kult kwiatów,, dosłownie!Wszędzie,gdzie nie spojrzysz jest masa kwiatów.Zwisają z domów,okien i balkonów :)
 Kiedy już przeszliśmy się większością uliczek,kupiliśmy sobie przepływ po jeziorze Garda-trwał on ponad pół godziny,a Włoch kierujący skuterkiem opowiadał nam o jeziorze i co się gdzie znajduje :) Widoki z łódki są super,może się nawet zdarzyć,że wokół Was będą pływać łabędzie ;)



 Tutaj zamek z trochę innej perspektywy....
 Koło...18?Wyjechaliśmy z Simirione ,kupiliśmy produkty spożywcze i pojechaliśmy urządzić piknik przy północnej części jeziora,tam gdzie są ładne plaże i trawiaste miejsca przy samym jeziorze :)
 My właśnie znaleźliśmy takie trawiaste miejsce wśród drzew,gdzie mogliśmy pokąpać się w Gardzie i zrobić piknik :D

Koło 21 spakowaliśmy i się i w nocy wróciliśmy do Monachium.
Te włoskie 4 dni mi się naprawdę podobały,bardzo!

A na środę zaplanowałam post o tym magicznym miejscu,jakim jest wyspa Burano.
Już nie mogę się doczekać,ażeby Wam pokazać te cudne,nasycone kolorem domy....

11 komentarzy:

  1. Baaaardzo podobają mi się maski weneckie :) Chciałabym kupić taką oryginalną, ale są chyba mega drogie :O
    O wyspie Burano pisałaś mi na pocztówce i widzę po tych kilku zdjęciach, że post będzie bardzo kolorowy! :D A te chmury faktycznie wyglądają przerażająco, jakby zaraz dementory z nich miały wylecieć :P
    Uroczo wyglądają te uliczki Werony... Rany, ale chciałabym do Włoch pojechać!
    A to jedzenie w restauracji "kościelnej" wygląda mega apetycznie <3

    Nawet nie wiesz, jak bardzo zazdroszczę Ci tych wszystkich podróży!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rożne sa te maski-na straganach lub w mniejszych sklepikach z pamiątkami sa po 10-15 euro,wiec da sie jeszcze przezyc.Ale jest tez dużo takich mega ekskluzywnych drogich sklepów,gdzie taka złota maska to koszt rzędu setek lub tysięcy euro ;)

      Musisz koniecznie do Włoch pojechac,gwarantuje ze ci sie baaaardzo spodoba ;)

      Usuń
  2. Cudowne miejsca i niesamowite widoki ;)) I bardzo spodobał mi się ten żółw z chleba :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak tam pięknie ♥ Niesamowite miejsca... to trzeba samemu zobaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna relacja, aż poczułam ten włoski klimat, który uwielbiam <3
    W Wenecji byłam tylko jeden dzień, ale zdążyłam pokochać to miasto, zdecydowanie zgadzam się z Twoją opinią :D W Weronie też byłam, szkoda, że nie widziałam tej skrzynki, bo bym coś napisała :) Dzięki Tobie powróciły mi wszystkie wspomnienia z ubiegłorocznego wyjazdu, bo widziałam te miejsca na własne oczy <3
    Włochy są piękne i super, że tak miło spędziłaś czas. Teraz czekam na post o Burano, do którego niestety nie miałam jeszcze okazji pojechać, ale mam nadzieję, że to się zmieni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez mam nadzieje ze niedługo tam poplyniesz ;)

      Usuń
  5. Chlebowy żółw przeuroczy <3

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się post?A może chciałbyś podzielić się swoimi odczuciami?Jestem otwarta na wszystko :D
Anonimy prosiłabym o podpisywanie się ;)