poniedziałek, 27 marca 2017

Z księżniczki w turystkę-Ateny (relacja z całej podróży,dużo jedzenia ;))

No  dobra,wypoczęłyśmy...to teraz pora na relację z podróży,nie?
Witam Was po krótkiej przerwie i zapraszam do czytania! :D

Dzień 1.
Wylot miałyśmy z Warszawy z Modlina o 16.20,więc poszłam w ten piątek do szkoły na pierwsze kilka lekcji.Ale ,jak przed każdą podróżą,nie mogłam się doczekać.
Samolot się trochę opóźnił,a że jeszcze w Grecji jest jedna godzina do przodu,przyleciałyśmy tam coś koło 22.00,a do hotelu dotarłyśmy po 23.00.Oczywiste ,że jeszcze wtedy nie robiłam zdjęć ;)
 Dzień 2.
Oczywiście od razu zauważyłam słońce,którego tak bardzo brakowało mi w Polsce.A dobre słońce to dobre światło,a dobre światło to dobre zdjęcia i....tak wyszło z tymi selfies ;p

Wyszłyśmy rano po śniadaniu. Naszym pierwszym zabytkiem był Akropol z Partenonem.Przeszłyśmy się tam pieszo,przechodząc przy okazji przed pchli targ ,oglądając ciekawą architekturę,ludzi i przyrodę.



 Wchodząc na Akropol(a to ciężka trasa pod górkę XD) minęła nas masa kotów,co jest normalne w Grecji-tutaj chyba jest rekord Guinessa z tymi kotami :o
 Coraz wyżej mijałyśmy coraz to ładniejsze ,pełne uroku uliczki.

 Nie zabrakło też kaktusów i aloesów....

 Gdy byłyśmy już u stóp Akropolu,weszłyśmy na śliski głaz zachodni,skąd rozpościera się piękny widok na to ogromne ,nadziubdziane domkami miasto.Nie ma tu bloków,wieżowców...tylko niskie,nadziubdzine domki z wąskimi uliczkami.
Na tym postoju zjadłam sobie świeżego bajgla z pastą z czarnych oliwek i pomidorami,którego wraz z ciastem ze szpinakiem kupiłam w piekarni idąc w stronę celu.
 A z drugiej strony w tle widzicie już Partenon :)
 Kupiłyśmy bilety i...znowu czekała nas wspinaczka na górę.Przy 28 stopniach ...o dziwo nie było to aż tak męczące,to bardzo dobra pora na zwiedzanie.Minęłyśmy teatr Dionizosa :)
 Który prezentuje się tak:
 Z serii ,,zdobywając Akropol-ładny widoczek,,
 No i w końcu weszłyśmy :) Powiem Wam,że ta kupa starego gruzu robi wrażenie ;) Człowiek czuje się tak inaczej i skłania to go do refleksji :)

 Karyatides...czyli coś,co mi się najbardziej podobało,a było tuż na przeciwko Partenonu :) To kolumny z wyrzeźbionymi kobietami...śliczne,ale myślałam przez całe życie to jest większe :p
 Posiedziałyśmy na górze jeszcze ze 2 godziny podziwiając widoki.Zeszłyśmy z Akropolu inną stroną,bardziej turystyczną i komercyjną-pokupowłyśmy pamiątki i zaczęłyśmy robić się głodne.Chciałyśmy spróbować prawdizwego greckiego jedzenia,więc weszłyśmy do jednej  restauracji polecanej przez Trip Advisior,przy czym zachęcili nas do tego Polacy akurat już tam siedzący i mówiący że ta restauracja jest super.I rzeczywiście-bardzo rodzinna,bo mama gotuje,ojciec zaprasza przed restauracją a synowie są kelnerami.
Zamówiłam sobie sałatkę grecką i popróbowałam ich różnych dań regionalnych z takiego talerza ,,wszystkiego po trochu,, :)
 Nawet za darmo dali nam deser-jogurt grecki z prawdziwym miodem :)
 Potem poszłyśmy już w drugą stronę,na wschód-do ogrodów prezydenckich i pod świątynie Zeusa.A raczej pod to,co z tej świątyni zostało,czyli raptem kilka kolumn,Kiedyś była to największa świątynia na świecie.
 A w parku prezydenckim...żółwie!Boniu,jak ja kocham żółwie,niech ktoś kupi mi żółwia!!
Przeszłyśmy przez cały park,dotarłyśmy do ulicy i przeszłyśmy pod Parlament,A tam uzbrojona policja,radiowozy....czyli strajk uchodźców,żeby ich przyjmować itp.No,było bezpiecznie,ale może ja się nie będę wypowiadać o moich poglądach w sprawie uchodźców...
 Musiałyśmy poczekać z jakieś pół godziny,aż przemarsz się skończy a policja zacznie puszczać   z powrotem ruch uliczny.
Na przeciwko Parlamentu jest  dłuuuga główna handlowa ulica Aten,gdzie znajdują się wszystkie sklepy,bary... A w jednej bocznej znajduje się Chillbox,którego okazję miałam już spróbować w Budapeszcie.A tuta też chciałam-wzięłam sobie mały jogurt ciasteczkowy z mango,żurawiną,ananasem,oreo,migdałami i polewą Kinder Bueno ,a co! ;)
 Idąc wzdłuż uliczką z Chillboxem dotarłyśmy do Katedry Ateńskiej,gzdzie było sporo ludzi.
Zbliżał się wieczór,więc zaczęłyśmy szukać sklepu,żeby kupić jakąś wodę i prowiant.Nie zajęło nam to długo,bo sklep był praktycznie na przeciwko katerdy.A był to ich supermarket ,,Bazaar,,
 Kupiłam tam sobie te rzeczy:zielone jabłko,mini ciasteczka,zieloną herbatę Lipton o smaku makaroników,2 7daysy jakich u nas nie ma-czekoladowy i morelowy,duże ciastko King ,2 zdrowe batony i 2 opakowania sezamków ręcznie robionych,greckich.
 Ciastko smaczne,polecam ;)
 Batony wróciły ze mną do Polski.

 Tu jeszcze taki widoczek,w środku portalu jest Akropol :)

 Dzień 3.
Niedziela,załapałyśmy się na maraton ;)
 Naszym niedzielnym celem było wejście na  najwyższy szczyt Aten,który był praktycznie w centrum-nazywał się wzgórze Lycabettus.
Droga była ciężka pod górę,szłyśmy z dobrą godzinę jak nie więcej...Ale dla takiego widoku było warto <33


 Na górze znajdował się też taki kościółek :)





Po godzinie zeszłyśmy z powrotem z góry i wróciłyśmy na główną ulicę handlową-przy okazji obejrzałyśmy Wierzę Wiatrów i zniszczoną bibliotekę narodową ze starożytności,a takżę rzymską agorę.
Zaszłyśmy też do prawdziwej greckiej lodziarni ,,Caravel,, gdzie za ,5 euro dostałyśmy ogromną gałkę(ja wzięłam 2 ;)) pysznych prawdziwych lodów pełnych dodatków.Na górze jest smak,,Milano,, pełen miękkich kawałków ciasta czekoladowego,a na dole Snickers pełen fistaszków.A co,można po takim wysiłku włażenia włażenia kilka godzin na górę i z powrotem XD 
 Po południu wróciłyśmy jeszcze do hotelu chwilę odpocząć,a potem wybrałyśmy się na spacer po okolicy,naszym punktem zwrotym była Galeria Narodowa :)
 Dzień 4.

To już Wam od razu pokarzę trochę piekarni  i cukierni jednocześnie na rondzie Omonia,Świeże,pyszne kanapki ,wrapy,sałatki,tosty...codziennie kupowałyśmy coś tu na drogę :) Ja spróbowałam kanapki z dużą ilością warzyw i serem fetą,z mozarellą ,suszonymi pomidorami i warzywami oraz taką z warzywami i falafelem :) 
 A tu jeszcze ciasto szpinakowe,o którym wcześniej wspominałam.Tłuste i takie średnie,nie polecam ;p
 Wracając do piekarni ,,Attika,,...
 Słodkosći też mieli sporo,ale mi wystarczyło ;)



 Metrem pojechałyśmy daleko do morza,do do nadmorskiej miejscowości Pireus.
Znajduje się tu największy port w Grecji....porty na mnie nie robią wrażenia.Dopiero musiałyśmy się dokopać głębiej i przejść parę kilometrów,żeby poczuć prawdziwe greckie morze i uroki ciszy...
Tutaj na zdjęciu katedra Pireusu:
 Drzewo z mandarynkami :)
 I urocza zatoczka z pełnym widokiem na wyspę Salaminę-powtórka z historii!Pod Salaminą odbyła się największa bitwa morska pomiędzy Spartą a Grecją ;)

 Siadłyśmy i się posiliłyśmy-tutaj moja kanapka z warzywami,pastą z oliwek i falafelami :)

A ta kolumna sobie stoi podobno jeszcze od 50 roku przed naszą erą :o 


 Robiłyśmy dalsze kilometry przy 28 stopniach i przyjemnym słoneczku...mi w krótkim rękawku już było gorąco!
W Pireusie była taka cisza,tylko prawdziwy Grecy,byłyśmy chyba jedynymi turystkami,bo ludzie którzy tam przyjeżdżają raczej nie spacerują ;)
 Zaszłyśmy do przymorskiego supermarketu-zobaczyłam tu kilka fajnych rzeczy,np.taka 7 daysowa chałka.
 Wielkie karczochy :D
 Już świeże,słodkie truskawki :)
 I nawet  wegański ser ;))
 Wyszłyśmy,przeszłyśmy kolejny długi kawałek wzdłuż morza aż znalazłyśmy kamienistą plażę :)
 Tu odpoczęłyśmy z godzinkę przy szumie fal :)
 To co mnie zdziwiło to to,że dla Greków nadal jest środek zimy-oni przy 28 stopniach chodzą w kurtkach,polarach płaszczach...ale my musiałyśmy głupio wyglądać w króciutkich rękawkach...jakbyśmy z jakiejś zimnej Szwecji przyjechały XD
 Kolejne dżewko z mandarynkami XD
 Wróciłyśmy metrem do centrum i wybrałyśmy się do Starbucksa-wypiłam sobie mrożoną kawę ,,White Latte Nut,, i zjadłam świeże truskawki :D
 Przy okazji-w tamtym nadmorskim sklepie kupiłam takie 2 zdrowe rzeczy-czekoladę bez cuktu i batonik słodzony stewią-możecie się spodziewać recenzji ;)
 I ogarnęłam ,że...zapomniałyśmy kremu z filtrem.Opaliłam się,nie ma co! ;D

 W hotelu cyknęłam jeszcze zdjęcie nugatu,który też kupiłam i będzie recenzja ;)
 I wypiłam też pyszne,bezcukrowe Nestea o smaku marakuji.Tak wiem,sama chemia,ale w domu nigdy nie piję słodkich napoi żadnych,na wyjazdach tylko CZASAMI robię wyjątki tak jak teraz,bo Nestea kojarzy mi się z dzieciństwem ;)
 Dzień 5.
Wylot miałyśmy o chyba 14.20 ...Wstałyśmy rano...już rano 14 stopni ;)
Spakowałyśmy się i poszłyśmy do centrum,kupując przy okazji kanapki i zahaczając o tę świetną lodziarnię-tym razem wzięłam sobie gałkę pistacjową ,która miała ideale kawałeczki pistacji i zrobiona była z prawdziwej pasty pistacjowej :D
 Na koniec może dodam Wam jeszcze kilka Snapowych znaczków,wygłupy z samolotu i idelane światło do selfies ;)


 Ten uczuć,kiedy jesteś pierwsza w kolejce do samolotu :D







Generalnie ten wyjazd uważam za bardzo udany.Oczywiście,tu nie ma nawet co porównywać z najpiękniejszą Barceloną i oryginalnym Londynem czy Berlinem( bo Ateny to o klasę niżej XD) ale...ludzie mili,jedzenie smaczne...tylko jak mam być szczera to brud i syf,dużo porozwalanych budynków a na ulicach dziury...taka już natura leniwych Greków,im to nie przeszkadza,a spotykałam się już z tym wiele razy w Grecji(ale na wyspach jeszcze greckich nie byłam ;)) .Polecam miejse ze względu na zabytki,pogodę i klimat :D

17 komentarzy:

  1. Super, że wyjazd Ci się udał i widzę, że smacznego jedzenia Ci nie brakowało, podobnie jak słońca ;)
    Mnie Ateny kojarzą się bardzo z mandarynkami i ciastami, no i oczywiście malowniczymi widokami :) Twoja kanapka z falafelami i lody wyglądają bardzo zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tymi kotami w Grecji to się zgadzam - masakra :D Dzięki za ten spacer po Atenach - miło było wrócić do moich wspomnień. Byłam tam 4,5 roku temu i chętnie bym wróciła w rzeczywistości. 7 daysy mają tam super, sama kupowałam (to były jeszcze "mroczne czasy") :P I zazdroszczę próbowania kuchni greckiej - ja nie miałam takiej możliwości :/
    Na recenzję czekolady i batonika czekam z niecierpliwością!!! Nugat jadłam i mi smakował, choć smak jest inny niż w czekoladach z takim nadzieniem :P

    Ty się lepiej pochwal, gdzie w kolejne podróże lecisz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja 7daysy jem bardzo rzadko ,tylko na wyjazdach a tu był duży wybór rożnych :D

      Napisze ci na priv gdzie jeszcze jadę ;)

      Usuń
  3. Z niecierpliwością czekałam na ten post :) Świetnie wszystko opisałaś - miałam wrażenie jakbym zwiedzała z Tobą ;) Bardzo cieszę się, ze wyjazd sie udał, że wypoczęłaś, jesteś zadowolona... że nie brakowało słońca na niebie i w Twoim sercu :) Tyle wrażeń, wspaniałych widoków, smacznego jedzenia (simit, kanapka z falafelem, lody...) .... ale najważniejsze, że wróciłaś to były dla Ciebie szczęśliwe chwile, które zapamiętasz na zawsze ;) A w temacie brudu i syfu to chyba każde miasto ma takie miejsca, tylko może to jest bardziej lub mniej widoczne :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne migawki! Pozazdrościć tych wszystkich widoków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widoki to chyba największy atrybut Aten! :D

      Usuń
  5. Widzę, że wyjazd udany, cieszę się, że się dobrze bawiłaś i miło spędziłaś czas:D a widoki przepiękne<3

    OdpowiedzUsuń
  6. Drzewka, nie dzewka, słońce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja napisałam ,,dżewka,, przed ,,dż,,-wiem jak sie pisze,znam zasady ortograficzne...

      Usuń
  7. No to widzę, że wyjazd udany! Tak jak Ci pisałam, jest szansa, że pojadę do Aten w te wakacje jak będę w Grecji, więc teraz mam rozeznanie gdzie warto iść i co zjeść :D Zgadzam się co do kotów, byłam już raz w Grecji na wycieczce jednodniowej i połowa zdjęć jakie zrobiłam to były zdjęcia kotów xD Teraz będę niecierpliwie czekać na recenzje tych produktów <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze sie i mam nadzieje ze tez tam pojedziesz ;D A co do recenzji to troszkę poczekasz ;)

      Usuń
  8. Gdyby nie fakt, że dzisiaj we Wro było 20 stopni to byśmy pisały, że zazdrościmy Ci tego słońca xD
    W taką pogodę jak najbardziej takie sałateczki są wskazane, chciałybyśmy zjeść taką prawdziwą zrobioną na miejscu przez gospodynię ;)
    Miałyśmy żółwia w dzieciństwie :P Są naprawdę fajne ale często trzeba je myć :)
    Ten rożek!!! Boziu jak to pysznie wygląda <3 A pewnie wybór gałek był spory, nie? My to zawsze mamy problem z wyborem xD
    Generalnie super wyjazd taki idealny na doładowanie akumulatorów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez chce tyle stopni teraz w Lublinie :D

      Niech ktoś kupi mi żółwia :D XD Dobrze wiedzieć ze trzeba je myć :D
      Tak,spory bo gałki duże,a tytaj tez miałam problem z wyborem.Koniec końców każda z nas wzięła inne i poprobowalabysmy :D
      Przed egzaminami gimnazjalnymi przydała sie taka przerwa XD

      Usuń
  9. Jeju jak ja dawno nie byłam w Grecji... miło jest pooglądac Twoje zdjęcia i chociaż w ten sposób znowu się tam znaleźć na chwilę. :)

    Pamiętam te wszystkie miejsca, cudowną wodę, moją ulubioną wyspę Skiathos z urokliwymi uliczkami, gaje oliwne, delfiny, wstrętne meduzy, wiatraki w małych mieścinach... Ale koty? Kotów nie pamiętam! Ani jednego! :)

    Powiem Ci, że jak ja byłam w grecji to te z nakupiłam dużo tych 7daysów, mają tam naprawdę spory wybór hahaha nawiozłam tego do domu... no i oczywiście zapas chałwy, wina, metaxy i oryginanych perfum z czarnego rynku, ale ciii :D

    ogólnie dla mnie 5 dni w Grecji to za krótko!! Ale ja wolę racej rybackie wyspy niż te gdzie pełno turystów Tam dopiero czuć prawdziwą Grecję, a nie miasteczka turystyczne gdzie dostajesz do wszystkiego fytki... nawet do hotdoga je wpychają (do środka)


    cotakpachnie.com.pl

    OdpowiedzUsuń

Spodobał Ci się post?A może chciałbyś podzielić się swoimi odczuciami?Jestem otwarta na wszystko :D
Anonimy prosiłabym o podpisywanie się ;)