piątek, 31 marca 2017

Przepis na zdrowe ,bezcukrowe lodowe babeczki z truskawkami i pistacjami

Obiecany w ostatnim poście przepis na ,, zdrowe,bezcukrowe lodowe babeczki z truskawkami i pistacjami,, :) 

Wymyśliłam je w chwilę i przygotowanie ich zajmuje chwilę ;)

Może i Ameryki z nimi nie odkryłam,bo dużo podobnych przepisów krąży po sieci,ale te moje są takie...moje <33

Dodam jeszcze,że z tej właśnie porcji wyszło mi 5 takich babeczek,tamte jednak były w cieńszych foremkach i nie nadawały się do pokazania(za to do zjedzenia jak najbardziej <33) i były białe,bowiem do jogurtu nie dodałam karobu ;) 
No dobra,pora na przepis:
Na 1 średnią  porcję ,czyli 5 foremek do babeczek:

-1 kubek jogurtu naturalnego 175-180 g (ja użyłam z Krasnegostawu)
-2 truskawki(ja dorwałam na promocji w Leclercu świeże z Hiszpanii i okazały się słodkie ;))
-1 łyżeczka karobu
-garstka  niesolonych pistacji,wcześniej obłupanych (moje z Lidla ;))
Przygotowanie jest szybkie i proste:
Na samym początku przygotujcie sobie proste miejsce na półce z zamrażalinku,gdzie włożycie babeczki(nie popełnijcie tego błędu co ja i nie kładźcie białych foremek na mrożonych borówkach XD)
Truskawki kroimy na malutkie kosteczki.Do form na muffinki dajemy po około 2 łyżki jogurtu naturalnego(w tym 2 formy z samym jogurtem ,a 3 pozostałe to jogurt wymieszany z karobem ).Do tego wkładamy po ile chcemy kosteczek truskawek i kawałeczków pokrojonych pistacji.
Gotowe formy delikatnie wkładamy  na całą noc do zamrażalinka,bo warstwa ta jest dość płynna i łatwo zmienia kształt ;)

Przed zjedzeniem wyjmijcie babeczki lodowe na kilka minut,żeby były miękksze przy jedzeniu :)
Smacznego!

środa, 29 marca 2017

GJ Gacjana-chałwa lniana kokosowa


Cześć!

Ostatnio do mojego mieszkania zawitała nowa porcja pyszności i zdrowia w jednym,czyli chałwy lniane.Recenzje cynamonowej i sezamowej możecie przeczytać klikając w ich nazwy: sezamowa i cynamonowa . :D Zapraszam do recenzji:
Firmy Gacjana chyba nie muszę Wam już przedstawiać-jeżeli jesteście zainteresowani ich innymi wariantami produktów lub poprostu samą firmą,zapraszam na ich stronę internetową( link w nazwie ;)) 
Na początku porozmawiajmy o walorach i wartościach odżywczych tych chałw,o których wcześniej nie zdawałam sobie sprawy:
 -chałwa lniana firmy GJ-Gacjana jest produktem ,,surowym,, nie poddanym obróbce cieplnej ,a jak wiadomo dzięki temu składniki w niej użyte zachowują swoje właściwości ;) 
-słodycze te są wykonywane ręcznie
-jest to zdrowa,smaczna i wartościowa przekąska,dostarcza kwasów omega3,witamin i flawoniodów
-jest produktem bezglutenowym i bezmlecznym

Na pierwszy ogień wybrałam chałwę kokosową,gdyż najbardziej mnie zaciekawiła i ,jak wiecie,jestem fanką kokosa ;) 
 Nienachalne,ale ciekawe opakowania to coś co zdecydowanie lubię.Po otworzeniu naszym oczom ukazuje się pudełeczko z 8 kostkami mocnoróżowej chałwy.
W konsystencji produkt okazał się lepki,a jednocześnie pod naciskiem palców łatwo się rozpada-domyślacie się zapewne,że musiałam delikatnie wyjmować te kostki ;))
 Zbliżyłam nos i poczułam śliczny zapach,który już gdzieś czułam.Po chwili uświadomiłam sobie ze to zapach ciasteczek kokosowo-ryżowych z dżemem,jakie zawsze robiła moja mama na święta w dzieciństwie <33 To mocny,idealny zapach kokosa,jakby ekstrakt z niego.
 Spróbowałam-w buzi miękka,łatwo się sypie ,łączy ze śliną w pyszne,słodkie bagienko(wiem,nie brzmi jakoś bardzo zachęcająco,ale uwierzcie mi ,że jest mniam :D) 
Lekko kwaskowate,wyraźnie kokosowe ,tłuste,ale nie byt tłuste....bardzo smaczna chałwa!Na pewno charakteru dodała jej suszona żurawina :)
Dobrze prezentuje się przy moich słodkich ,lodowych babeczkach,na które przepis pojawi się już w piątek ;) 
 Póki co to była najlepsza z chałw  lnianych ,jakie jadłam.Ale mam jeszcze  do spróbowania,więc kto wie?Na pewno kupię ponownie i już za konsystencję i smak mogę dać:
Ocena:6/6 
gdzie kupić:ekosklepy i sklepy ze zdrową żywnością 
cena:ok.7 zł 
inne warianty smakowe:czarna, cynamonowa, kokosowa, lniana, cytrynowa, słonecznikowa bez orzechów, lniana sezamowa
Wpis sponsorowany.Współpraca nie miała wpływu na rzetelność recenzji.

poniedziałek, 27 marca 2017

Z księżniczki w turystkę-Ateny (relacja z całej podróży,dużo jedzenia ;))

No  dobra,wypoczęłyśmy...to teraz pora na relację z podróży,nie?
Witam Was po krótkiej przerwie i zapraszam do czytania! :D

Dzień 1.
Wylot miałyśmy z Warszawy z Modlina o 16.20,więc poszłam w ten piątek do szkoły na pierwsze kilka lekcji.Ale ,jak przed każdą podróżą,nie mogłam się doczekać.
Samolot się trochę opóźnił,a że jeszcze w Grecji jest jedna godzina do przodu,przyleciałyśmy tam coś koło 22.00,a do hotelu dotarłyśmy po 23.00.Oczywiste ,że jeszcze wtedy nie robiłam zdjęć ;)
 Dzień 2.
Oczywiście od razu zauważyłam słońce,którego tak bardzo brakowało mi w Polsce.A dobre słońce to dobre światło,a dobre światło to dobre zdjęcia i....tak wyszło z tymi selfies ;p

Wyszłyśmy rano po śniadaniu. Naszym pierwszym zabytkiem był Akropol z Partenonem.Przeszłyśmy się tam pieszo,przechodząc przy okazji przed pchli targ ,oglądając ciekawą architekturę,ludzi i przyrodę.



 Wchodząc na Akropol(a to ciężka trasa pod górkę XD) minęła nas masa kotów,co jest normalne w Grecji-tutaj chyba jest rekord Guinessa z tymi kotami :o
 Coraz wyżej mijałyśmy coraz to ładniejsze ,pełne uroku uliczki.

 Nie zabrakło też kaktusów i aloesów....

 Gdy byłyśmy już u stóp Akropolu,weszłyśmy na śliski głaz zachodni,skąd rozpościera się piękny widok na to ogromne ,nadziubdziane domkami miasto.Nie ma tu bloków,wieżowców...tylko niskie,nadziubdzine domki z wąskimi uliczkami.
Na tym postoju zjadłam sobie świeżego bajgla z pastą z czarnych oliwek i pomidorami,którego wraz z ciastem ze szpinakiem kupiłam w piekarni idąc w stronę celu.
 A z drugiej strony w tle widzicie już Partenon :)
 Kupiłyśmy bilety i...znowu czekała nas wspinaczka na górę.Przy 28 stopniach ...o dziwo nie było to aż tak męczące,to bardzo dobra pora na zwiedzanie.Minęłyśmy teatr Dionizosa :)
 Który prezentuje się tak:
 Z serii ,,zdobywając Akropol-ładny widoczek,,
 No i w końcu weszłyśmy :) Powiem Wam,że ta kupa starego gruzu robi wrażenie ;) Człowiek czuje się tak inaczej i skłania to go do refleksji :)

 Karyatides...czyli coś,co mi się najbardziej podobało,a było tuż na przeciwko Partenonu :) To kolumny z wyrzeźbionymi kobietami...śliczne,ale myślałam przez całe życie to jest większe :p
 Posiedziałyśmy na górze jeszcze ze 2 godziny podziwiając widoki.Zeszłyśmy z Akropolu inną stroną,bardziej turystyczną i komercyjną-pokupowłyśmy pamiątki i zaczęłyśmy robić się głodne.Chciałyśmy spróbować prawdizwego greckiego jedzenia,więc weszłyśmy do jednej  restauracji polecanej przez Trip Advisior,przy czym zachęcili nas do tego Polacy akurat już tam siedzący i mówiący że ta restauracja jest super.I rzeczywiście-bardzo rodzinna,bo mama gotuje,ojciec zaprasza przed restauracją a synowie są kelnerami.
Zamówiłam sobie sałatkę grecką i popróbowałam ich różnych dań regionalnych z takiego talerza ,,wszystkiego po trochu,, :)
 Nawet za darmo dali nam deser-jogurt grecki z prawdziwym miodem :)
 Potem poszłyśmy już w drugą stronę,na wschód-do ogrodów prezydenckich i pod świątynie Zeusa.A raczej pod to,co z tej świątyni zostało,czyli raptem kilka kolumn,Kiedyś była to największa świątynia na świecie.
 A w parku prezydenckim...żółwie!Boniu,jak ja kocham żółwie,niech ktoś kupi mi żółwia!!
Przeszłyśmy przez cały park,dotarłyśmy do ulicy i przeszłyśmy pod Parlament,A tam uzbrojona policja,radiowozy....czyli strajk uchodźców,żeby ich przyjmować itp.No,było bezpiecznie,ale może ja się nie będę wypowiadać o moich poglądach w sprawie uchodźców...
 Musiałyśmy poczekać z jakieś pół godziny,aż przemarsz się skończy a policja zacznie puszczać   z powrotem ruch uliczny.
Na przeciwko Parlamentu jest  dłuuuga główna handlowa ulica Aten,gdzie znajdują się wszystkie sklepy,bary... A w jednej bocznej znajduje się Chillbox,którego okazję miałam już spróbować w Budapeszcie.A tuta też chciałam-wzięłam sobie mały jogurt ciasteczkowy z mango,żurawiną,ananasem,oreo,migdałami i polewą Kinder Bueno ,a co! ;)
 Idąc wzdłuż uliczką z Chillboxem dotarłyśmy do Katedry Ateńskiej,gzdzie było sporo ludzi.
Zbliżał się wieczór,więc zaczęłyśmy szukać sklepu,żeby kupić jakąś wodę i prowiant.Nie zajęło nam to długo,bo sklep był praktycznie na przeciwko katerdy.A był to ich supermarket ,,Bazaar,,
 Kupiłam tam sobie te rzeczy:zielone jabłko,mini ciasteczka,zieloną herbatę Lipton o smaku makaroników,2 7daysy jakich u nas nie ma-czekoladowy i morelowy,duże ciastko King ,2 zdrowe batony i 2 opakowania sezamków ręcznie robionych,greckich.
 Ciastko smaczne,polecam ;)
 Batony wróciły ze mną do Polski.

 Tu jeszcze taki widoczek,w środku portalu jest Akropol :)

 Dzień 3.
Niedziela,załapałyśmy się na maraton ;)
 Naszym niedzielnym celem było wejście na  najwyższy szczyt Aten,który był praktycznie w centrum-nazywał się wzgórze Lycabettus.
Droga była ciężka pod górę,szłyśmy z dobrą godzinę jak nie więcej...Ale dla takiego widoku było warto <33


 Na górze znajdował się też taki kościółek :)





Po godzinie zeszłyśmy z powrotem z góry i wróciłyśmy na główną ulicę handlową-przy okazji obejrzałyśmy Wierzę Wiatrów i zniszczoną bibliotekę narodową ze starożytności,a takżę rzymską agorę.
Zaszłyśmy też do prawdziwej greckiej lodziarni ,,Caravel,, gdzie za ,5 euro dostałyśmy ogromną gałkę(ja wzięłam 2 ;)) pysznych prawdziwych lodów pełnych dodatków.Na górze jest smak,,Milano,, pełen miękkich kawałków ciasta czekoladowego,a na dole Snickers pełen fistaszków.A co,można po takim wysiłku włażenia włażenia kilka godzin na górę i z powrotem XD 
 Po południu wróciłyśmy jeszcze do hotelu chwilę odpocząć,a potem wybrałyśmy się na spacer po okolicy,naszym punktem zwrotym była Galeria Narodowa :)
 Dzień 4.

To już Wam od razu pokarzę trochę piekarni  i cukierni jednocześnie na rondzie Omonia,Świeże,pyszne kanapki ,wrapy,sałatki,tosty...codziennie kupowałyśmy coś tu na drogę :) Ja spróbowałam kanapki z dużą ilością warzyw i serem fetą,z mozarellą ,suszonymi pomidorami i warzywami oraz taką z warzywami i falafelem :) 
 A tu jeszcze ciasto szpinakowe,o którym wcześniej wspominałam.Tłuste i takie średnie,nie polecam ;p
 Wracając do piekarni ,,Attika,,...
 Słodkosći też mieli sporo,ale mi wystarczyło ;)



 Metrem pojechałyśmy daleko do morza,do do nadmorskiej miejscowości Pireus.
Znajduje się tu największy port w Grecji....porty na mnie nie robią wrażenia.Dopiero musiałyśmy się dokopać głębiej i przejść parę kilometrów,żeby poczuć prawdziwe greckie morze i uroki ciszy...
Tutaj na zdjęciu katedra Pireusu:
 Drzewo z mandarynkami :)
 I urocza zatoczka z pełnym widokiem na wyspę Salaminę-powtórka z historii!Pod Salaminą odbyła się największa bitwa morska pomiędzy Spartą a Grecją ;)

 Siadłyśmy i się posiliłyśmy-tutaj moja kanapka z warzywami,pastą z oliwek i falafelami :)

A ta kolumna sobie stoi podobno jeszcze od 50 roku przed naszą erą :o 


 Robiłyśmy dalsze kilometry przy 28 stopniach i przyjemnym słoneczku...mi w krótkim rękawku już było gorąco!
W Pireusie była taka cisza,tylko prawdziwy Grecy,byłyśmy chyba jedynymi turystkami,bo ludzie którzy tam przyjeżdżają raczej nie spacerują ;)
 Zaszłyśmy do przymorskiego supermarketu-zobaczyłam tu kilka fajnych rzeczy,np.taka 7 daysowa chałka.
 Wielkie karczochy :D
 Już świeże,słodkie truskawki :)
 I nawet  wegański ser ;))
 Wyszłyśmy,przeszłyśmy kolejny długi kawałek wzdłuż morza aż znalazłyśmy kamienistą plażę :)
 Tu odpoczęłyśmy z godzinkę przy szumie fal :)
 To co mnie zdziwiło to to,że dla Greków nadal jest środek zimy-oni przy 28 stopniach chodzą w kurtkach,polarach płaszczach...ale my musiałyśmy głupio wyglądać w króciutkich rękawkach...jakbyśmy z jakiejś zimnej Szwecji przyjechały XD
 Kolejne dżewko z mandarynkami XD
 Wróciłyśmy metrem do centrum i wybrałyśmy się do Starbucksa-wypiłam sobie mrożoną kawę ,,White Latte Nut,, i zjadłam świeże truskawki :D
 Przy okazji-w tamtym nadmorskim sklepie kupiłam takie 2 zdrowe rzeczy-czekoladę bez cuktu i batonik słodzony stewią-możecie się spodziewać recenzji ;)
 I ogarnęłam ,że...zapomniałyśmy kremu z filtrem.Opaliłam się,nie ma co! ;D

 W hotelu cyknęłam jeszcze zdjęcie nugatu,który też kupiłam i będzie recenzja ;)
 I wypiłam też pyszne,bezcukrowe Nestea o smaku marakuji.Tak wiem,sama chemia,ale w domu nigdy nie piję słodkich napoi żadnych,na wyjazdach tylko CZASAMI robię wyjątki tak jak teraz,bo Nestea kojarzy mi się z dzieciństwem ;)
 Dzień 5.
Wylot miałyśmy o chyba 14.20 ...Wstałyśmy rano...już rano 14 stopni ;)
Spakowałyśmy się i poszłyśmy do centrum,kupując przy okazji kanapki i zahaczając o tę świetną lodziarnię-tym razem wzięłam sobie gałkę pistacjową ,która miała ideale kawałeczki pistacji i zrobiona była z prawdziwej pasty pistacjowej :D
 Na koniec może dodam Wam jeszcze kilka Snapowych znaczków,wygłupy z samolotu i idelane światło do selfies ;)


 Ten uczuć,kiedy jesteś pierwsza w kolejce do samolotu :D







Generalnie ten wyjazd uważam za bardzo udany.Oczywiście,tu nie ma nawet co porównywać z najpiękniejszą Barceloną i oryginalnym Londynem czy Berlinem( bo Ateny to o klasę niżej XD) ale...ludzie mili,jedzenie smaczne...tylko jak mam być szczera to brud i syf,dużo porozwalanych budynków a na ulicach dziury...taka już natura leniwych Greków,im to nie przeszkadza,a spotykałam się już z tym wiele razy w Grecji(ale na wyspach jeszcze greckich nie byłam ;)) .Polecam miejse ze względu na zabytki,pogodę i klimat :D