czwartek, 19 stycznia 2017

Z księżniczki w turystkę-Barcelona

Cześć kochani!
Wracam do Was z resztką ciepłego,hiszpańskiego słońca,radością i głową pełną pięknych wspomnień!
Dzisiaj przygotujcie się na długi wpis z dużą ilością zdjęć-postanowiłam nie dzielić tego na 2 części ;) Z góry uprzedzam,że te zdjęcia to pamiątka rodzinna i nie odpowiadam za dziwne pozy i pedofilskie uśmieszki,jakie mogą pojawić się na zdjęciach ze mną XD 

I tak jeszcze ciutkę odbiegając od tematu-dzisiaj jadę do Warszawy na jeden dzień ;) W Empiku będzie spotkanie z Alvaro Soler'em i Moniką Lewczuk :D Nie mogę się doczekać,aż posłucham ,,Libre ,, na żywo :D


I jeszcze jedna drobna uwaga przed przeczytaniem-niektóre zdjęcia zrobione są w dość wkurzającej opcji ,,live,, czyli się ruszają(to te jakby ,,filmiki,,)Zanim się ogarnęłam,jak się tą funkcję wyłącza,byłam już w połowie wyjazdu XD Ale klikając na nie,możecie zobaczyć jak się ruszają :D


Zapraszam na relację z podróży do Barcelony :D
Ups,wydało się gdzie mieszkam....XD
Lot miałyśmy z Warszawy,o 10.20 na lotnisko Barcelona El Prat.Przebiegł on bez większych problemów,za to jakie były widoki *.* Leciałam już kilka razy samolotem,ale nigdy w tak słoneczną pogodę :D Lecieć nad białymi chmurami i siedzieć przy oknie to naprawdę niezapomniane przeżycie :D

 Góry....
 I morze.....konkretnie francuskie Lazurowe Wybrzeże;)
 Po odebraniu bagaży i wyjścia z lotniska,metrem przeniosłyśmy się do centrum Barcelony.Ale uwaga!Strasznie kradną!Naprawdę,trzeba mocno pilnować swoich rzeczy! Już w samolocie poznałyśmy grupkę Polaków,który jechali też z nami metrem.Po wyjściu na przystanek  jeden z nich nie miał już portfela....eh,a jeszcze w środku,w metrze,widziałam jak go wyjmował.... no ale nie było w nim dużo pieniędzy,więc problemu dużego nie było .Jest to jednak dla nas duża nauczka,że trzeba bardzo uważać,pilnować swoich rzeczy i pieniędzy(polecam takie ,,saszetki,, na szyję,które się wkłada pod bluzkę-stamtąd nikt nic nie ukradnie ;))
 Po wyjściu z metra moim oczom ukazała się PRZEOGROMNA,PRZEŚLICZNA katerda autorstwa Antonio Gaudiego -La Sagrada Familia.Nawet nie wiecie,jak bardzo się cieszyłam,że mam noclegi koło niej *.*
 Musicie przygotować się,że będzie tutaj dużo jej zdjęć,bopraktycznie za każdym razem cykałam jej fotki :D Najpiekniejszy budynek jaki widziałam EVER!


 A tu to takie selfie....chyba ciutkę nieudane :P

 Dzień 2
Następnego dnia udałyśmy się pieszo do Parku Guell(praktycznie całą Barcelonę obeszłyśmy pieszo :D) Po drodze minęłyśmy również przepiękny....no,zgadnijcie co to jest!Szpital! Kurczę,Barcelona ma tak piękne szpitale,że aż chyba chciałabym takim jakimś przypadkiem trafić XD
 Po drodze zauważyłyśmy też dużą grupkę kilkudziesięcioletnich Hiszpanów,którzy grali w bule :D
 Po około godzinie ciężkiej drogi pod stromą górę ,naszym oczom ukazał się egzotyczny park z piękną panoramą całej Barcelony aż po morze :D Nie mogłam wprost uwierzyć,że rosną sobie tutaj spokojnie palmy :o




 A tutaj kolejne selfie.....

 Na pewno kojarzycie tę Gaudiowską jaszczurkę!A jak nie to....wyguglujcie sobie ,,park guell,, i się doedukujcie  :D
Nawet nie wiecie,jak cięzko było mi sobie zrobić to selfie!Kupa ludzi,każdy się przepycha i chce tu zdjęcie!No i jeszcze poranne słońce nie współpracowało ze mną,bo świeciło prosto w twarz!
 Ta chatka prawie jak z piernika i wieżyczka....polecam całym sercem!!!!

 To zdjęcie z perspektywy ,,od wejścia,, :D Na tych kolumnach jest kolejne piętro,z najdłuższą ławką świata :D

 Lol,kolejne selfie? ;o

Gdy odpoczywałyśmy siedząc na najdłuższej ławce świata ,zaczęły przylatywać....czy mnie wzrok nie myli?Nie!To zielone papugi!Mieszkają na palmach i to one codziennie tak nietypowo skrzeczą!
 Po długiej i baardzo przyjemnej wizycie w parku zawitałyśmy do marketu :D Ile tam było świetnych rzeczy!Nawet lody Ben&Jerry's ,które poprostu ubóstwiam!
Skusiłam się też na kawałek tortu lodowego oreo,który był naprawdę pyszny!(również polecam XD) ale odczekajcie chwilę,aż zmięknie,bo tak prosto z lodówki to jest mega twardy XD
 Naj....dziwniejszy widok jaki ostatnio widziałam :/ Biedne krewetki...
 Potem szłyśmy do Placu Catalonya,a droga z Parku do najkrótszych nie należała :D Za to w jej czasie podziwiałam katalońską architekturę ,sklepy,ludzi i....ludzikowe pierniczki :D



 Aż doszłyśmy do jednej z głównej ulic pełnej ludzi i drogich,eleganckich butików typu Prada,Chanel itp.Zobaczyłam tam kolejne dzieła Gaudiego-Casa Mila....




 .....i Casa Batllo.Co prawda wyobrażałam go sobie jako trochę większą kamienicę,ale się nie zawiodłam :D
 Potem nogi i głód poniosły nas do typowo hiszpańskiej,małej knajkpi,która była bardzo na uboczu.Na początku nie było w niej nikogo-ale gdy zaczął się mecz FC Barcelona-Las Palmas,a knajpka ją transmitowała ,nagle zaczęli pzychodzić ludzie,widać było,że to stali klienci-tylko Katalończycy ;) Mogłyśmy tam poczuć ten prawdziwy klimat,posłuchać  języka i przeżyć wygraną FC Barcelony w gronie jej fanów <33 Polecam Wam szukanie knajpek na uboczu,daleko od centrum,gdzie ceny są małe,jedzenie domowe i pyszne,a miejsce klimatyczne :D

Następnie udałyśmy się na Plac Espanya w celu obejrzenia pokazu grających fontann-niestety akurat co roku,od  9 stycznia do któregośtam marca,fontanny są zamknięte na renowacje :( Nie pozostawało nam nic innego,jak rozejrzeć się po okolicy.Nie pożałowałyśmy,bo dwa kroki dalej czekało na nas....muzeum narodowe!Przepiękne!
 A to co widzicie na zdjęciu wyżej,to cenrtum handlowe :D

 Dzień 3.
Rano,na 9,00 miałyśmy zarezerowane zwiedzanie katerdy La Sagrady Familii.Oprócz tego,że  było dużo Japończyków i mogłam posłuchać sobie mojego prawie ojczystego języka(rozumiałam ich! :D) to jeszcze zobaczyłam coś pięknego...naprawdę,katerda od wnętrza również robi wrażenie!Może nie aż takie jak na zewnątrz,ale te witraże,sklepienia...ach,musicie to zobaczyć na własne oczy!









 To jest konfesjonał....
 A to ksiądz,który prowadzi mszę w podziemiach katerdy ;)


 Po wyjściu udałyśmy się do małego parku po drugiej stronie ulicy od Sagrady,żeby zrobić sobie ładne zdjęcia.Tym razem to starsze panie grały w bule....:)


 Potem,na piechotę,jak zawsze,udałyśmy się do najsłynniejszej ulicy Barcelony-La Rambla :) Na samym jej końcu,przy wybrzeżu Barceloneccie i placu z kolumną Kolumba,były takie oto żywe stworki :)
 To jest kolumna Kolumba....
 A to mała część alei palm przy morzu :D
 I port :D Nie wiem czy widzicie,ale za nim jest ogromny,długi most prowadzący do centrum handlowego na wodzie i do oceanarium.Oczywiście weszłyśmy do sklepów,a oceanarium okrążyłyśmy  :D
 Następnie z wybrzeża udałyśmy się do Starego Miasta(centrum Barcelony jest ogromne! ;o) .Przeszłyśmy m.in.koło muzeum Picassa i zatrzymałyśmy się przy przecudnej ,kolejnej już,katedrze :D

 Dzień 4.
Rano znowu wróciłyśmy na La Ramblę,tym razem bo ja poprosiłam :) Chciałam bardzo pójśc na słynny targ La Boqueria,który dzień wcześniej( w niedzielę) był zamknięty.Nie zawiodłam się! Tyle świeżych,słodkich i soczystych owoców,soków ,koktajli,słodyczy...
 ...owoce moża też się trafiły ;p

 Kupiłam sobie małe opakowanie świeżego mango-było takie słodkie,soczyste i świeże....w ogóle Olu,miałaś rację ,że owoce tutaj są lepsze!Pomarańcze są bardzo soczyste,a kiwi bardzo słodkie! :D No i to mango i pitahaja....
 A tutaj jeszcze takie zabłąkane zdjęcie łuku triumfalnego :D
 I....co?to ja?Robiąca sobie selfie?!!A no tak,był taki moment XD
 A tutaj jeszcze jedno zdjęcie z ulicy La Ramba...
I selfies...
 No dobra,pora na konkrety!Po wizycie na targ pojechałyśmy metrem(tak,metrem,pierwszy raz nie pieszo :D) na.....UWAGA!UWAGA! Camp Nou!! Jak nie wiecie co to,to hańba Wam ;p
Camp Nou to przecież stadion FC Barcelony! Nikola,pozdrawiam Cię przy okazji,bratnia duszo :**

Po wyjściu z metra....myśłałam już że nic mnie tu nie zdziwi.Palamy ok,całe aleje palm...ok.Ale Aleje drzewek mandarynkowych?!!W środku zimy?! Nie no,ja chyba poleciałam do Afryki,a nie do Hiszpanii! XD
 Tutaj kilka zdjęć już ze stadionu...


 Moje ulubione zdjęcie...






 Sala konferencyjna...
 Przy wejściu na murawę była też kapliczka.... nie wiem,czy widzicie,ale Maryja w jednej ręce trzyma Jezuska,w drugiej piłkę....a Jezusek też trzyma piłkę... :)


 Wiecie jakie te fotele zawodników rezerwowych są wygodne?! Nie chce się aż z nich schodzić!
No a po intensywnym zwiedzaniu....czas na doładowanie kalorii w postaci Dunkin'ów!Drugi raz byłam w Dunkin Donuts(pierwsz raz w Berlinie) i naprawdę polecam! Tak tak,niezdrowe,cukier,tłuszcz,chemia...ale raz na jakiś czas można!Szczególnie na wyjeżdzie,jak nie ma się dostępu ani do kuchni,a w restauracjach codziennie przecież się stołować nie można ;p
Dzień 5
Czyli dzień wylotu :( Ale miałyśmy go dopiero o 16.30,więc na spokojnie przedpołudnie spędziłyśmy w towarzystwie mojej ulubionej Sagrady Familii :D Pod spodem macie kilka zdjęć z tego dnia :D
 ]I  tutaj jeszcze kilka zdjęć ze SnapStory ,ze znaczkami Barcelony :D


 Sagrada z trochę innej perspektywy...
 I zdjęcie w nowej bluzie,którą kupiłam sobie na stadionie :D Oprócz tego kupiłam jeszcze oficjalną ,miętową PRZEŚLICZNĄ sportową koszulkę,w której teraz Barca będzie grała w Champions League :D
 A w samolocie....przemieniłam się naprawdę w Elsę! :D
 No dobrze,już prawie koniec,obiecuję!Pokażę Wam jeszcze jedną ciekawą rzecz,a mianowicie trochę jedzenia z Supermarketu,które udało mi się upolować i spróbować :D

W końcu spróbowałam ciasteczek Chips Ahoy-zdecydowanie polecam,są zupełnie inne iż te Milkowe i Pieguski :D
 Oraz moje tamtejsze odkrycie..wafle ryżowe w bezcukrowych polewach(oprócz tych czekoladowych ;)) bananowa,malinowa,pomrańczowa....przepyszne!.


 Plantan,czyli taki inny rodzaj banana :) Myślałam ,że jest ok,ale w środku okazał się mega twardy i kompletnie niedojrzały....nie popełniajcie mojego błedu i kupćie takiego mega brązowego,jak chcecie go spróbować :D
A to również przepyszne,hiszpańskie czekolady-masywne,pyszne-idealne na prezent!

 No i migdałowa Milka-bez szału ,ale chciałam spróbować XD
Byłam już na wieeelu wyjazdach,ale jeszcze nigdzie mi się nie podobało tak,jak w Barcelonie *.* Naprawdę,wracałam do Polski z bólem serca.Tyle pięknych miejsc,ta pogoda,kilmat....
Nie zapomnę tej wycieczki i na pewno do Barcelony jeszcze wrócę,zobaczycie!!!


Dziękuję Wam,że wytrwaliście do końca w tym długim,dość chaotycznym poście.Widzimy się już w poniedziałek przy recenzji!

18 komentarzy:

  1. Super relacja i widać, że świetnie spędziłaś czas w tym pięknym mieście :) A te wszystkie pyszności które kupiłaś wydają sie jeszcze lepsze, jak nie są dostępne w Polsce :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zawsze tak jest,ze to co niedostępne jest lepsze XD

      Usuń
  2. Świetna relacja z wyjazdu! Widzę, że się prześwietnie bawiłaś! Barcelona jest naprawdę przepiękna<3 a teraz życzę Ci miłego wyjazdu do Warszawy:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahhaha,dzikeuje Aguś,trzymaj kciuki,żebym stała w pierwszym rzędzie i miala zdjęcie z Alvim ;)

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna relacja - pięknie i dokładnie wszystko opisałaś... Dzięki Tobie mogliśmy zwiedzać z Tobą Barcelonę :) Widać, ze świetnie spędziłaś czas, dobrze się bawiłaś - że to był udany wyjazd i bardzo mnie to cieszy :) Promieniejesz na zdjęciach :) Kto zaplótł Ci tak piękny warkocz? Mama? ;)

    Mam nadzieję, że Twój wyjazd do Warszawy będzie również udany :) Bardzo cieszy mnie fakt, że spotkasz się z artystą (artystami), którego piosenki lubisz - obyś zapała się na autograf :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warkocz zrobiła mi siostra cioteczna :D
      Autograf?Ja chce zdjęcie ! :D

      Usuń
    2. Siostra ma talent ;) A w jakim jezyku porozumiewałyście się w Barcelonie? ;)

      Widziałam, że masz i to i to :D Super :)

      Usuń
    3. Po angielsku i po hiszpańsku,bo oni nie przepadają za mówieniem po angielsku ,albo nie umieją XD

      Usuń
    4. Dobrze znasz hiszpański? Chyba masz dar do jezyków ;)

      Usuń
  5. Jejku, jak tam ślicznie!!! Super jest ta architektura! I to słońce! Zapomniałam, jak wygląda :D

    A widzisz, czyli dobrze pamiętałam z tymi owocami :D To przez to słońce - dojrzewają i są sprzedawane. A te w Polsce dojrzewają w transporcie :(

    Łał, super, że są takie wafle ryżowe w polewach bez cukru! Szukałam takich w wielu miejscach, ale nie znalazłam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez zapomniałam o słońcu,nie lubię zimy! :p
      Miałaś racje z tymi owocami,serio :D
      U nas takich niestety nie ma :(

      Usuń
  6. Kurde, panie, jaka wycieczka! Aż mam ochotę zacząć podróżować - typowy syndrom po oglądaniu, jak ktoś się dobrze bawił ;)

    I oczywiście jedzonko :D <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barcelonę polecam,szczegolnie w zimie jak jest tanio a pogodna cudna :D
      Jedzonko najważniejsze XD

      Usuń
  7. Aaaa, tak strasznie zazdroszczę <3 Kocham Hiszpanię, Barcelonę, całą tę atmosferę w tym kraju, język hiszpański... moim marzeniem jest tam pojechać <3 Po zdjęciach widzę jak przepiękne to jest miejsce. Widzę też, że świetnie się bawiłaś, a to najważniejsze! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak,chciałabym tam wrócić...wezme cie ze sobą i wszystko pokaże! :D

      Usuń
  8. Plantana nie je się na surowo, trzeba go poddać obróbce termicznej. :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiedzieć,dziękuje :D Przez cały czas był niedojrzały XD

      Usuń

Spodobał Ci się post?A może chciałbyś podzielić się swoimi odczuciami?Jestem otwarta na wszystko :D
Anonimy prosiłabym o podpisywanie się ;)