poniedziałek, 29 lutego 2016

Jogurty Fantasia black&white edycja limitowana Ania Kruk

Hejo!

Prosiliście o wersję porównawczą nowych jogurtów,a oto i ona! :D

Gdy przechodzę po dziale nabiałowym zawsze szukam sobie nowości.Ostatnio nie było nic ciekawego,szukałam kilka miesięcy na darmo.Aż w końcu moje oczy ujrzały nowe Fantasie,a szpony chwyciły je do koszyka.

Opakownia prezentują się cudownie-ładnie,błyszczące i eleganckie.Z daleka wołają ,,kup nas,kup nas!,,No i jak miałam się im oprzeć? :D
Mamy do wyboru 2 smaki-biały,czyli z kokosowymi kulkami i czarny z kakaowymi.Są one wymyślone przez Anię Kruk,która ,o ile dobrze się orientuję,jest projektanką  biżuterii :)
Białe jogurty są tutaj takie same,więc opiszę jako jeden-pachnie mocno mlecznie,kwaśnie i tak ,,nabiałowo,,(choć lepsze stwierdzenie to chyba kefirowo XD).W smaku o dziwo mniej kwaśny niż normalna Fanstasia.Dla mnie to dobrze,bo nie ukrywam,że za ich jogurtem w mixach nie przepadam.Ale ten okazał się inny! ;D Powiedziałabym nawet,że pyszny :o

 Będę przeplatać tutaj charakterysyę kulek i oddzielnie z jogurtem.Kakaowe będą wytłuszczone,a kokosowe podkreślone :p
 Kulki kakaowe pachną mocno kakaowo,to mi się spodobało już na samym początku.Kokosowe niesety pachną tym orzechem bardzo słabo,o ile nie wcale ;p To mnie już na samym początku zawiodło :(
 Czekolada w kakaowych jest wyraźnie gorzka! ;o Szybko się rozpuszcza,zostawia w buzi chrupek w postaci ,,Nesquicka,, XD.W wesji białej mamy większą warstwę czekolady ,która jest wyraźnie kokosowa,biała.Niestety po rozpuszczeniu polewy otrzymujemy bladą chrupkę bez konkrentego smaku :( (znowu mnie zawodzisz,biała wersjo,a na ciebie bardziej liczyłam!)
 W czarnym całość współgra z kulkami,nie jest słodko w tak oczywistym tego słowa znaczeniu,powiedziałabym nawet,że trochę gorzko.
 W białym niestety kulki tracą smak,topią się i znikają :( Tylko chrupią.Może ciut czuć czekoladę,ale na końcu języka i po przełknięciu.
Szkoda,bo nie ukrywam,że w wersji białej pokładałam większe nadzieje.W żadnej z nich nie ma efektu ,,WOW,, ale czarna wersja jest lepsza i ma więcej smaku :)
Ocena:
black:4/5
white:2/5(za smaczny jogurt :p)
gdzie kupiłam:E.Leclerc
cena: cos koło 1,20 zł,teraz jest na nie promocja :)

Ponownie nie kupię ani tego,ani tego.To była jednorazowa przygoda na spróbowanie,jednak jeżeli wy chcecie przekonać się sami,to stawiajcie na wersję kakaową :)

niedziela, 28 lutego 2016

Milka Caramel

Cześć!

Dzisiaj również przychodzę do Was z recenzją-Szpileczko,nie musiałaś specjalnie  nie dosładzać herbaty :*,aż takim cukrem bloga nie zaleję XD.
Ale opiszę coś już znanego i popularnego,więc większość z Was będzie mogła się wypowiedzieć jakie ma własne odczucia .Jedni to uwiebiają,inni nienawidzą i krzyczą od cukrowości.O czym mowa? O Milce Caramel! :D
Opakowanie jest ładne,liliowe,zachęca wylewającym się ze środka karmelem,który akurat ostatnio polubiłam(szczególnie płynny,ciągnący się,a nalepiej solony XD). Baton podzielono na 6 równych,małych kostek.Tafla jego  jest twarda,taka porządniejsza i twardsza :)
Pachnie słodko,czuć palony karmel,ale nie jest on bardzo intensywny.Cóż,nie zapach najważniejszy XD

 Czekolada jest trudna do rozdzielenia od półpłynnego(niewiele mu do perfekcji :)) karmelu.Łatwo się rozpuszcza,jest słodka,ale nie dominuje.O dziwo nie piecze w słodkością w gardle,co często zdarza się Milkowym czekoladom :D
 Karmel jest ciągnący się,słodki jak taki ,,prawdziwy,, karmel.Przyjemnie zalepia zęby i szczękę ,Zasładza,ale nie do skrajnego poziomu,idealnie stoi tuż przed przejściem granicznym XD
Dopiero po kilku kostkach słodko piecze w gardle :)

Razem jest to pyszna,topiąca się na języku słodkość.Całość jest pyszna,od teraz według mnie jeden z najlepszych produktów Milki.Teraz cię rozumiem,Olga ,czemu tak ją chwaliłaś :D
Ocena:5/5!
gdzie kupiłam:E.Leclerc
cena: nie pamiętam,ale to nie był duży wydatek ,coś koło 2 zł

Jeszcze nie wiem,co będzie  w następnym poście.Wolicie porównawczą nowych jogurtów czy baton z zagranicy? XD

sobota, 27 lutego 2016

Surovital Cocoa nerkowce w surowej czekoladzie kawowej

Hejo! :D
Bardzo się cieszę,że spodobał się Wam poprzedni post,dlatego dzisiaj mam wenę i motywację do napisania posta :)

Dzisiaj przedstawiam Wam jeden z produktów marki Surovital-orzechy nerkowca w suroej czekoladzie kawowej :) Nerkowce to moje ulubione orzechy,więc przygodę z surową czekoladą zaczęłam właśnie z nimi.



 Opakowanie ładne,minimalistyczne z 70 g orzeszków w środku.Po otworzeniu opakowania okazało się,że jest ich całkiem sporo!Od razu uderzył mnie w nozdrza mocny,kakaowy zapach .Był też  lekko gorzki,kawowy aromat.Bardzo mi się spodobało już na samym początku :)
Czekolada trudno się rozpuszcza.Jest cierpka i pozostawia pod koniec nutkę kakao na języku,czuć w nim też odrobinę kawy.Po pogryzieniu następnego kawałka,a nie rozpuszczeniu,kakao uwalnia się bardzo szybko.
 Orzech jest chrupiący,ale miękki,ale to jak każdy nerkowiec.Cięzko jest tu opisać coś więcej-nerkowce to moje ulubione orzechy,więc wiecie jak to jest XD
 Razem nie jest wcale słodko.Jest chrupiąco,kakaowo,lekko gorzko,ale ,,czuć w tym zdrowie,,(jeśli tak można to nazwać XD)Całość bardzo mi smakowała i uważam to za przepyszne amciu ;D
Ocena:5/5
gdzie kupiłam:Tesco
cena:coś około 7 zł

A wy próbowaliście jakichś produktów tej marki?
Przy następnym poście szykujcie się na coś równie pysznego ,choć już bardzo słodkiego :)

środa, 24 lutego 2016

Nauka japońskiego

Te wszystkie chińskie,koreańskie,japońskie znaczki są strasznie dziwne i trudne!!....
STEREOTYP!! A gdzie tam!Dla chcącego nic trudnego,z resztą,jak się w to wgłębi,to wcale to takie trudne nie jest :)

Dzisiaj przedstawię Wam trochę ciekawostek i faktów o języku japońskim,którego się uczę.Nie chcę Was tu namawiać na zaczęcie z niecodziennym językiem obcym,tylko przybliżę jak mniej więcej to wszystko wygląda i zgładzę stereotyp,że to nudne,a znaczki są okropne XD Mam nadzieję,żę post Wam się spodoba,dajcie znać czy od czasu do czasu takie tematy mogą być i czy ciekawi Was to :)

Naukę japońskiego zaczęłam na początku tego roku szkolnego.Nie jestem żadną Otaku czy Mangozjebem,jak to niektórzy mówią.Japonia pasjonowała mnie już odkąd zaczęłam chodzić,w wieku 5 lat powiedziałam sobie,że nauczę się japońskiego i tam wyjadę,choćby na wycieczkę tylko.Wszyscy wyśmiewali mój pomysł,kiedy miałam w 4 klasie wybrać sobie drugi język do nauki,zawsze mówiłam ,,japoński,,.Dorośli łapali się za głowę i mówili ,,Dziecko!Po co?To ci się w życiu nie przyda!Japończycy stamtąd uciekają,a ty chcesz tam jechać?Tyle trzęsień ziemi!,,W końcu mama powiedziała,że nie ma pieniędzy na moje dziecinne wymysły i zapisała mnie na niemiecki,który ponoć mi się w przyszłości przyda.Nie,że nie lubię tego języka,bo lubię,Dzięki niemu wygrałam w tym roku olimpiadę i mogę bardzo swobodnie rozmawiać z Niemcami(sprawdziłam,rozmawiałam kilka dni jak przyjechali i prawie wszystko rozumiałam! :) ),ale ten niesmak japońskiego pozostał.
W lecie pojechałam na weekend do Krakowa,do brata ciotecznego mojej mamy.Żeby było śmieszniej,jego żona jest Japonką i mają dwójkę skośno-europejskich dzieci.Zawsze chciałam poznać ciocię Curuko.I marzenie się spełniło.Trochę ona i wujek namówili moją mamę,żeby pozwoliła mi się zapisać na to.Jeżeli mam chęci,to po co to marnować?Jakby to był wymysł,to po pół roku bym przestała o tym mówić,Z resztą pracodawcy bardzo patrzą na niekonwencjonalne umiejętności :)

No i zaczęło się-zapisałam się na kurs w moim mieście w szkole jęzkowej Ichigo.Jestem najmłodsza w 10 osobowej grupie,bo jest to normalnie kurs dla dorosłych(mamy 1 dorosłego,2 studentów,3 liealistów i 3 gimnazjaliśtów,w tym ja ).Uczy mnie młody Japończyk mieszkający od niedawna w Lublinie-Pan Kazuya.Co najśmieszniejsze,sam uczy się polskiego,nie umie z nami płynnie rozmawiać,a tym bardziej tłumaczyć.Dlatego zajęcia odbywają się po angielsku.Uczę się japońskiego po angielsku!
Myślicie,że to trudne?Dla mnie wcale!To jedna z najlepszych rzeczy,jakie mogły mnie spotkać!Wiecie jak fajnie się wtedy ćwiczy angielski?!

A to ,co widzicie na zdjęciu na górze to moja tablica korkowa,dzięki temu jak wstaję albo sie kładę spać,patrzę na nią i sobie coś przypominam-świetny sposób!:D



 Japoński nie ma tak jak my liter,oni mają sylaby,które możcie zobaczyć na mojej tablicy korkowej.Pod każdą są dwa znaki,a to dlatego,żę mają 3 alfabety-Hiragana,Katakana i Kandzi.
Hiragana to ten na górze-ten,którym posługujemy się na codzień,aby umieć się dogadać trzeba umieć Hiraganę.
Katakana to alfabet do słów zapożyczonych z innych języków,bowiem mają on dużo słów zapożyczonych z angielskiego,np.Lody-ajkurimuu,gdy w angielskim mamy ajskrim,a kawa-koohi,gdy po angielsku-kofii :)
Kandzi - w nim jeden znak oznacza jedno słowo.To chyba najtrudniejszy z nich wszystkich.

Nieskromnie powiem,że Hiraganę i Katakanę opanowaliśmy już dobrze,a Kandzi zaczęliśmy się uczyć :)

 Do nauki dostajemy normalnie książki-jedne do alfabetów,a drugie do ćwiczenia normalnej rozmowy.Tam są już tłumaczenia  uwagi po polsku :)

A tu na zdjęciu na dole już angielska instrukcja jak poprawnie malować znaki w Kandzi :)
Przed świętami mieliśmy takie normalne zajęcia,kiedy dostaliśmy arkusze miękkiego papieru ,atrament i pędzle większe od naszych rąk i uczyliśmy się malować .Czułam się jak te Power Rangersy,które jak namalowały znak,to się zmieniali i mieli te takie kiczowate,obcisłe kostiumy XD
 Japoński nie jst wcale trudny-w nim nie ma ,,odmian,, i koniugacji,nie ma wyjątków odnośnie np.ja byłam,ty byłeś,on był,ona była itp. U nich do wszystkich osób jest ten sam czasownik i przedrostek do niego,tylko osoba się zmienia :)  Z czasami tez nie najtrudniej-tylko 2 .Teraźniejszy i przeszły,przyszły tworzy się od terżniejszego :)Wszystkie czasowniki kończą się na sylaby ,,masu.. a jeśli zaprzeczamy,to kończymy sylabami ,,masen,, .Jeżli komuś coś proponujemy,to dodajemy ,,masenka?,, No dobra,już Wam nie mieszam,bo jeszcze się na mnie obrazicie i uprzedzicie do japońskiego XD Z resztą nie będę tu Was tu katować jak nauczycielka,idźcie do Kazuyi  ;D
 To jest np.moja niedawna praca domowa :)

 Na zajęciach Sensei czasami opowiada nam o kulturze w Japonii,jak to było jak on tam się wychowywał,raz na zajęciach przyniósł nam i dał Yeny-monety w ich walucie :)
 Ale także uczył nas sładania origami i dawał specjalne kartki we wzory :)
Czasami mamy nawet takie zajęcia,gdzie przynosi nam jakieś gry,w które gramy w dwóch grupach i ta osoba,która wygra dostaje Pocky(ja już dostałam 2 razy ;p)


Troszkę długi post,ale odrobinę przybliżyłam Wam jak wygląda ten język iże to nie jest takie wcale straszne :) Najważniejsza jest systematyczność!Ja,mimo,że mam lekcje  tylko raz w tygodniu,w piątek wieczorem,to umiem już naprawdę całkiem sporo,bo zajęcia są intensywne :)
Dziękuję Wam za przeczytanie tych wypocin,jeśli macie jeszcze jakieś pytania to piszcie w komentarzach,z chęcią na nie odpowiem! :D
Następnym razem będzie już recenzja,nie bójcie się,nie będzie nudno! :D

poniedziałek, 22 lutego 2016

Sante ,,no added sugar,, -ciasteczka z malinami

Hej!
 Wy też tak czasami macie,że kompletnie nie macie pomysłu na wstęp?Gdziekolwiek jak coś piszecie?Bo widzę,że ja mam i w szkole i tutaj XD To może nie będę Was zanudzać i przejdę od razu do recenzji?


Dzisiejszym delikfentem są ciasteczka od firmy Sante ,,no added sugar,,(czyli bez cukru ) z malinami,o których mogliście już poczytać na blogu u Szpileczki.Były też dostępne wiśniowe,jednak ja kocham maliny <33.Gdy zobaczyłąm te ciasteczka w Leclercu powiedziałam sobie,że muszę je kupić i spróbować. Pulsin nie zraził mnie do zdrowych słodyczy :p

Opakowanie ,jak widzicie na zdjęciu na górze,jest ładne,cielisto-różowe z uroczymi malinkami za małymi ciastkami ;) Po  otworzeniu coś zaczęły mi przypominać,ale zapomniałam co....Belvitę!No,to ją naśladują!Szczególnie te wytłoczki po zewnetrznej stronie ciastka,zgodzicie się ze mną? ;) Gdzieniegdzie widać kawałeczki pogubionych otrębów i ,,rozpuszczonych,, pesteczek malin.

Pachną zbożowo,ale całkiem słodko.Zapowiada się fajnie!

Smak:pod zębami twarde,zbite,ale równocześnie chrupiące.Od razu poczułam,że zapach nie jest równy smakowi-mało słodkie,Tu się odrobinkę rozczarowałam,chociaż przecież na opakowaniu jest wielkie ,,no added sugar,, XD.Czuć tutaj te ,,zbożowość,, najmocniej,Dopiero pod koniec uwalnia się lekka kwaśność nienachalnych  malin,ale jest jej mało.
Ciasteczka przypominają w smaku twardszą i mniej słodką Belvitę-tylko tak mogę je porównać,żebyście mogli sobie realistyczniej wyobrazić ich smak ;)

Mimo,że nie były tak extra słodkie ani miękkie,to smakowały mi.Jak na zdrowsze słodycze bez cukru były super :) Jeśli lubicie tego typu rzeczy,to spróbujcie ;)

Ocena:4+/5
gdzie kupiłam:E.Leclerc 

Przy następny poście szykujcie się na coś niejedzeniowego ,bo póki co spamuję Wam tylko recenzjami :p

niedziela, 21 lutego 2016

Yogowafel-wafel nadziewany jogurtowy


Cześć ludzistka! ;D


Przyznaję bez bicia,że nie mam weny ani pomysłu na wstęp...Nie chcę Was też zanudzać co u mnie-od wczoraj rana nic się nie zmieniło,no ,może oprócz tego,że pierwszy raz w tym sezonie poszłam na łyżwy...i znowu przypomniałam sobie ile mi to daje frajdy i jak to jest podobne do jeżdżenia na rolkach(a nawet łatwiejsze!).Byłam też w zoologicznym,ale głupia żmija  inteligentna i zeznana pani wmówiła mojej mamie,że bojownik nie może żyć innymi rybkami,bo je pozjada( co z tego,że faceci,który tam pracują  mówili,że może bez problemu dzielić akwarium z innymi rybkami, kiedy go kupowałam....Mało tego,już miałam z nim neonki zielone i nic się  im nie stało :( ...ech...muszę poczekać aż biedak sam skończy żywot (nie ,nie liczę mu dni i na to nie czekam,żeby nie było XD))

Dzisiaj recenzja czegoś,co było elementem mojego dzieciństwa w klasach 1-3 szkoły podstawowej-Yogowafel!Pamięta go ktoś jeszcze? Kupowalam go nałogowo i był strasznie w sklepiku szkolnym tani-chyba z 60 groszy ;).Nawet nie wiecie,jak mi się oczy zaświeciły w Społemie,kiedy zobaczyłam go przy kasie!Był tylko jeden smak,ale nie narzekam ;D Chciałam przypomnieć sobie te smaki i sprawdzić czy nadal będę go lubiła ;) 

Szata graficzna jest ładna i liliowa,a sam wafel jest bardzo delikatny.Po wyjęciu z opakowania zaczął się kruszyć.Nie wyczułam w nim też niczego charakterystycznego,zupełnie jakby nie miał zapachu ;0 Nadzienie jest tak samo liliowe jak opakowanie,a wafel blady.

Smak:Kostkę rodzieliłam-wafel  łatwo odchodzi od nadzienia.Jest suchy,bezsmakowy,przylepiający się do palców,ale  równocześnie chrupiący.Mogę go porównać do grubszego i lepiej wypieczonego opłatka XD
Nadzienie jest ciut proszkowe.Na początku tylko słodkie.Ot tak,poprostu słodkie.Dopiero póżniej czuć smaczną ,typowo ,,jagodową ,, jagodę.Wcale nie jest to sztuczna jagoda(przynajmniej w smaku XD)

 Ogólnie całość razem współgra .Jest smacznie,chrupko,słodko i lekko.Ale za te sklepiowe ,,6o groszy,,nie oczekiwałam cudów.Powróciłam na chwilę do dzieciństwa,jednaknie będę go Yogowafla wracać .Po pierwsze dlatego,że nie często chodzę do Społem,a po drugie,że jest na świecie tyle fajnych słodyczyże nie często jem to samo ;)
Ocena:4/5
gdzie kupiłam:Społem 

Następnym razem znowu coś zdrowego,ale nie taki niewypał jak poprzedniopostowy Pulsin.A Wy jedliście w dzieciństwie Yogowafle? ;D W ogóle to jakie amciu kojarzy Wam się z dzieciństwem?

piątek, 19 lutego 2016

Pulsin Vanilla Choc Chip Protein Snack


Cześć!

Co tam u Was?Ja w końcu zaczęłam coś powtarzać do szkoły,bo w ferie się tak rozleniwiam,że nie ma żartów!I w końcu już nie mam zajadów ;) Pisałam Wam o tym,przy odkryciach kosmetycznych,wreszcie się ich pozbyłam! ;D

Dzisiaj przychodzę do Was ze zdrowszym produktem o fajnym składzie,który kupiłam w Tesco.Wcześniej jadłam już 2 inne smaki tych batonów firmy Pulsin,to brownie i to z malinami,ale to było przed założeniem tego jakże młodego bloga :D .Tamte wersje bardzo mi posmakowały,dlatego postanowiłam zrecenzować następną,jaka wylądowała w moich głodnych szponach rękach.

Opakowanie batona bardzo mi się podoba-jasne,z przyjemną dla oka czcionką i samymi jego zaletami na przedzie.Sam delikfent,mimo,iż jest mały ,ma całe 50 gram,co dostarcza nam równiutko 230 kalorii.
Jest zbity,dość ciężki.Po wyjęciu z opakowania dostrzegamy jasne,prostokątne ciacho z dużymi kawałkami czekolady w środku.Zapowiada się całkiem nieźle.Pachnie ...słodko.I to jest chyba tego najlepsze określenie,bo sama nie wiem,jak można inaczej.Po wzięciu do ręki okazuje się sypki,łatwo łamie się na kawałki.Przejdźmy jednak do smaku.

Smak:na początku jest proszkowo,sucho.... Niezbyt nachalną,ale zawsze jakąś  słodkość czujemy dopiero po chwili.To pewnie przez to białko ryżowe i izolat białka grochu w składzie.Kawałeczki czekolady są wyraźnie kakaowe i nie słodkie,ale również niestety proszkowe i dość suche.Szkoda,bo mogły być naprawdę dobre  Gnieniegdzie walają się pogubione kawałeczki migdałów,które są gumowe i nic do smaku nie wnoszą .Dla mnie ten baton był praktycznie niesłodki.

Na nim się zawiodłam,przyznaję.Oczekiwałam czegoś zdrowego i dobrego,tak jak było w poprzednich wersjach,a dostałam coś,co nawet ciastka w smaku nie przypomina. Zmarnowane pieniądze Dobrze,że są jeszcze inne smaki do wypróbowania,bo wtedy dowiem się,czy to tylko ich jednorazowa pomyłka,czy gra w ruletkę-jedno dobre,drugie złe.
                                                Ocena:2/5                 
skład:migdały,białko ryżowe,izolat białka grochu,chrupki czekoladowe(masa kakaowa,ksylitol,masło kakaowe,lecytyna słonecznikowa),błonnik cykorii,nektar z agawy,skoncentrowane soki owocowe(jabłkowy,winogronowy,gruszkowy),ekstrakt zielonej herbaty.
gdzie kupiłam:Tesco
cena: nie pamiętam,ale dość drogo(coś koło 6/7 zł?)

Przy następnym wpisie przygotujcie się na mały powrót do dzieciństwa(a przynajmniej mojego XD).Następna recenzja ukarze się najprawdopodobniej  pojutrze :)
A wy próbowaliście jakichś Pulsinów?Jakie macie odczucia?

czwartek, 18 lutego 2016

Grand Ferrero Rocher

Hejoo!

Pogoda u mnie nie rozpieszcza,ferie okropnie szybko zlatują....Już prawie połowa,uwierzycie?A ja w ogóle nie zaczęłam nic do szkoły powtarzać,mimo,że kochany pan od polskiego zapowiedział już omawianie Krzyżaków.To będzie pierwsza lektura,jakiej nie przeczytam-siedzę nad tym już OD LISTOPADA!! a nawet w połowie nie jestem ;D

No dobra,przejdźmy do tematu głównego-recenzji rzeczy,którą dostałąm już...na gwiazdkę.I siedziała biedna ,złota kulka i czekała na swoją kolej,aż moja wygłodniała ręka wyjmie  ją ze słodyczowego koszyka,aby zakończyła swój marny los w żołądku...Ten czas nastąpił.Zapraszam do recenzji!

Opakowanie jest przecudne-duże,złote Ferrero Rocher ,utrzymane w odświętnym klimacie .Jest ono duże,mieści się w dłoni,coś jak piłka do ręcznej XD

Gdy obierzemy je z folii,mamy plastkiowe,złote ,,opakowanie,,.Zdziwiło mnie to,nie powiem.Ale w sumie to ma sens,teraz już rozumiem,dlaczego było takie twarde XD

Po zdjęciu skorupki prezentuje się ono tak:Pomarszczona czekolada z widocznymi kawałkami orzechów(laskowych)Też ładne ;)

 W środku znajdują się 2 pralinki Rocher,które szczerze uwiebiam.Jestem trochę przeciwieństwem mojej mamy,bo ona kocha Rafaello,ale cóż....Ja wolę chyba Rochery XD
Smak:rozpuszcza się powoli,ale gładko.Jest mocno mlecznie ,miejscami  tłusto,ale tak czekoladowotłusto.Nie ma w niej proszkowatości .Słodka,choć nie zasładza.Multum kawałeczków orzeszków przyjemnie chrupie w zębach.Na koniec słodycz lekko piecze w gardło,ale nie tak,żeby jej ni polubić,Muszę przyznać,że jest naprawdę dobra,smakowała mi.
Przez cały czas jak ją jadłam,miałam wrażenie,że gdzieś jej już kiedyś próbowałam.I w końcu sobie przypomniałąm-Knoppers!Była wprost identyczna!To taki Knoppers zamknięty w czekoladzie ;D
Nie wiem,jak to zrobili,ale się zdziwiłam .

Ocena:4/5
Dobra,ale nie było efektu ,,Wow,jakie to dobre,chcę więcej,,.Ot co,smaczna,słodka,ale na dłuższą metę nie sprawdziłaby się :)

Następna recenzja w sobotę,tym razem czykujcie się na coś zdrowego ;)
Papa!



wtorek, 16 lutego 2016

Parodia ,,Haul'u zakupowego,,- Londyn :D

Cześć wszystkim!
Nazwałam tak ten post,ponieważ nie jestem żadną super znaną modową blogerką,ani tym bardziej celebtyką-jestem zwykłą blondynką skaczącą na olgowych jednorożcach i marzącą o księciu na białym koniu ,więc nie będę Wam tu się rozpisywać dokładnie jakie jest coś i za ile kupiłam i gdzie,bo sama dokładnie nie pamiętam.  :D

Posta stworzyłam na Waszą prośbę,choć  w Londynie byłam w październiku.Nie dziwcie się więc,że po jedzonku zostały tylko papierki XD. tego,było nawet tego więcej,ale zjadłam to albo tam i nie zrobiłam i zdjęcia,albo kupiłam ,zjadłam  lub zużyłam tutaj i fotki również nie cyknęłam.Na pewno jest tu 90% tych rzeczy ;)

Jeżeli macie jakieś pytania odnośnie np.smaku danej rzeczy albo wielkości bądź materiału,piszcie w komentarzach :)

Zacznę od mojego najukochańszego pluszaka Stitcha,z którym śpię i zna moje największe sekrety,to w niego sie wypłakuję jak wpadam w histerię i jego podrzucam jak mam atak radości.
 T-shirt z Primarka-ale nie jest on taki zwykły!Małpka zrobiona jest z cekinów,jeżeli są one w dół,to małpka zatyka uszy,a jeżeli przesunę je ręką w górę,to zakrywa oczy.Nie wiem ,jak wytłumaczyć Wam mechanizm tej bluzki-jk macie wszyte cekiny,to one są albo na jedną stronę ,albo na drugą.Tutaj,żeby powstał obrazek,musicie je wszystkie wygładzić na jedną stronę.Mam nadzieję,że wiecie o co mi chodzi XD

 Bluzka w moje ukochane żółte stworki-Minionki! :)
Czapka ,jaką zawsze chciałam mieć!:)
 W Primarku kupiłam też pomadkę Reese's która pachnie dokładnie jak ich masło orzechowe!Może dlatego tak szybko ją zużyłam.Była jeszcze Jelly Bean'sowa i Hersheys'owa  ;)
Perfumy Ariany Grande,o których wspominałam Wam już w  odkryciach kosmetycznych :)

 Czas na amciu! :D
Pierwszy wpadł baton Eat Natural,wybrałam jagodę z nerkowcami-był przepyszny,oblany jogurtem,jeżeli będziecie mieli okazję,koniecznie spróbujcie !
 Kochane ,najlepsze lody za którymi ogromnie tęsknię-Ben&Jerry's,czemu nie możecie być w Polsce?Byłam i ch lodziarni,kupiłam jeszcze pudełko w  angielskim Tesco,ale nadal je chcę ;(


 Nowość od Magnuma,którego lody bardzo lubię-batoniki czekoladowe :)

 Zdrowa przekąska Nakd-suszone owoce i orzechy,ja akuratprzywiozłam wersję ,,solony karmel,,
 Ukochane przez moją mamę Maltesersy,ale w formie batona ! :) Swoją drogą,ona sama kupiła sobie 2 ogromne ich pudełka xd
 Mini opakowania płatków,takie porcje ,,na raz,,.Kupiłam też sobie ogromną paczkę Kellogs'ów z czerwonymi owocami,jednak zjadłam je i pudełko wyrzuciłam :( Ale wyglądały tak

 Żelki owocowe YoYo Bear,których nie polecam :p Skład fajny,ciut gorzej ze smakiem ;(
 Baton Reese's,którego wcześniej nie próbowałam
 Cliff Bar -jeden z najlepszych batonów energetycznych/musli jakie jadłam.Teraz żałuję,że nie kupiłam takich wiecej,ale jest według mnie naprawdę pyszny.I syci na długo :)
 Owsianka karmelowa Oat So Simple,która w sumie nie różniła się zbytnio w smaku od takich naszych gotowych :)
 Galaxy,który ciut mi się poturbował i rozpuścił w podróży,jednak smaku nie zmienił! Jezli lubicie się zasłodzić,tak jak ja,to ten batonik jest dla Was :)
 Rodzinka Cadburry-któych było tam od groma i ciut ciut! :) Uwiebiam te firmę <3
Shake i Cookies Bounty z Tesco-tam jest do groma takich rzeczy!Shaki M&M'sowe,Marsowe,Snickersowe,z Cookiesami jest tak samo!Bardzo,bardzo dużo różnych ,,markowych,,.Ja skusiłam się na tropikalne ,kokosowe nuty,czyli Bounty.Shake był super,mleczny,nie zbyt słodki z nutą kokosa,ciastka natomiast miękkie i smaczne.Szkoda,że nie miałam mikrofalówki,tak to bym to podgrzała :)
Żeby poćwczyć angielski kupiłam też 3 gazety-Women's Health,Seventeen i TeenVouge.Swoją drogą-zauważyliście,że Klohe Kardashian była już na październikowej okładce w Anglii,a u nas jest dopiero na ten miesiąc? :D W dodatku to ta sama sesja...
To chyba tyle,co chciałabym Wam dzisiaj pokazać.Jeszcze raz piszę-jeżeli macie jeszcze jakieś pytania,to piszcie w kometarzach,z przyjemnością na nie odpowiem :).Mam nadzieję,że podobał Wam się ten post,piszcie co chcecie zobaczyć w kolejnych :D